czwartek, 20 listopada 2008

Half-Life za (prawie) darmo


Z okazji 10lecia premiery pierwszej części Half-Life, Valve postanowiło nieco opóścić cenę swojej pierwszej gry. I tak, do jutra przygody Gordona Freemana można kupić za nieco ponad 1 dolara.
Wystarczy wejść na Steama.

środa, 19 listopada 2008

Podsumowanie tygodnia XIX

No cóż, miałem poczekać aż pojawią się kolejne nabytki (a te płyną i płyną), ale jescze się nie doczekałem. Trzeba więc pisac o czymś innym.
Po pierwsze, w Ikariam (org) rozpoczęła się wojna. Pierwsza gildia na serwerze wykryła w swoich szeregach szpiega innej gildii. Mój alians, jako sprzymierzeniec Stoików (tych pierwszych) przystąpiliśmy do działań wojennych. Ponieważ cała sytuacja nieco mnie zaskoczył, musiałem na gwałt nadrabiać zaległości. Niestety, nie było lekko, bo moją stolicę obrał na cel jeden z przeciwników. Trochę mnie złupił, ale nie tak strasznie jak mogłoby być. W każdym razie otrzymałem nauczkę i teraz trzymam sensowną bazę wojskową na każdej wyspie. Jeszcze trochę muszę poczekać, aż uda mi się wybudować odpowiednią flotę (stocznie potwornie długo się upgrejduje).
Na drugim serwerze, na szczęście, wojny nie było. Ale i tam postanowiłem zwiększyć swoją siłę bojową (szczególnie, że takie zalecenia przekazał generał gildii). Stąd też rozbudowa ostatniej wyspy idzie bardziej ociężale, niż przewidywałem.
A ponadto...
Próbowałem grać w demo Left 4 Dead. Niestety, nie do tego Valve mnie przyzwyczaiło. Mimo najszczerszych chęci nie miałem sobie pograć w coopa z g40stem i cienisławem. Za każdym razem wyskakiwał błąd połączenia i to bez różnicy, który z nas próbował hostować grę. A porty z pewnością były przepuszczone prawidłowo. I o ile wiem, nie tylko my mieliśmy podobne problemy. O dziwo, nie było większych błędów z graniem z przypadkowymi ludźmi.
Sama gra nie jest zła, ale jakoś niespecjalnie mnie L4D zachwyciło. Wszystko jest trochę szarobure. Owszem, to tylko jeden poziom, ale z pewnością nie zachęciło mnie to do zakupu. Jasne, strzelanie do zombiaków jest fajne, coop dla 4 osób też jest doskonałym pomysłem, ale czegoś tu brakuje. Nie wiem, jak szybko gra by mi się znudziła (no chyba, że to miałaby być gra do grania po kwadransie naraz). Szczególnie, jeżeli miałbym zapłacić za to prawie 150zł. Po wrażeniach z dema, gotów jestem dać za to może 70zł. Sorry, no bonus.
Z innych gier, udało mi się ukończyć dwa tytuły. Pierwszym jest Castlevania: Dawn of Sorrow, czyli premierowa odsłona serii na DSa. Generalnie, to solidna choć niewiele wprowadzająca do gatunku Metroidvania. Zdecydowanie, Konami mogło sobie odpuścić rysowanie runów rysikiem, bo to bardziej przeszkadza niż pomaga.
Do tego ukończyłem Kim Possible: Kimmunicator. Nie wiem, czy widziałem kiedykolwiek cały odcinek tej kreskówki, ale gierka bardzo mi się podobała. Tęsknię za takimi oldskulowymi platformówkami Disneya. Tu mamy bowiem powrót do korzeni. Żadnego biegania w środowisku 3D - idziemy w prawo (czasem w lewo), skaczemy i bijemy przeciwników. A to wszystko w niezłej grafice 2.5D. Szkoda tylko, że gra ma praktycznie zerowe replayability, bo poleciłbym ją każdemu.
No i to tyle na dziś. Czekam na zakupy.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Nadrabianie zaległości

Właśnie mi przypomniano, że faktycznie dość dawno nie pisałem nic. Trzeba to zmienić. Oby tylko zapału starczyło mi na więcej niż 1-2 posty :(

No to do dzieła. Najpierw pochwalimy się zakupami z ostatnich dwóch miesięcy, a co.






Mój DS to przede wszystkim maszynka do rpgów i gier przygodowych. Stąd też postanowiłem sobie zakupić Final Fantasy 3 na DSa. Szczególnie, że akurat była promocja w sklepie w Anglii i z wysyłką wyszło mnie 13 funtów (a funt jeszcze wtedy był dość tani). Niestety, wiele nie pograłem bo najpierw chcę przejść 1 i 2.



No oczywiście, że musiałem kupić Phoenixa Wrighta. Niecałe 50zł, to cena której nie mogłem się oprzeć. Gierka jest świetna, choć dopiero ostatnia sprawa widać, że powstawała z myślą o DSie. Bardzo się odróżnia od pozostałych. Gra mimo japońskiej okładki jest też całkowicie po angielsku.


Wiem jedno. Jak ktoś cchce kupić grę Atlusa powinien to zrobić bezzwłocznie, bo później może być za późno. Będąc tego świadom wysupłalem parę groszy na drugą część świetnego (choć trudnego) Etrian Odyssey.




Miałem wcześniej polską podstawkę Titan Questa, ale nie miałem dodatku. Ja wiem, że za psie pieniądze można teraz kupić ten drugi w polskiej wersji językowej. Ale znów. Ta wersja wraz z wysyłką z Anglii kosztowała mnie mniej (no, może tyle samo), co topsellerowe wydanie. No i jest po angielsku, co eliminuje ewentualne problemy z aplikacją fanowskich patchy.




No co? Dreamcasta nie widzieliście? Działa, był tani, czego chcieć więcej?



Z nową konsolą trzeba było zamówić dodatkowe zabawki. Pad zawsze się przyda, szczególnie że kosztuje 10 dolców, a adapter do podłączenia padów z PS2 też jest niezła inwestycją. Chociaż d-pad na padzie dreamcastowym jest bardzo przyzwoity, to są lepsze rozwiązania do grania w bijatyki czy strzelanki.



Wiem jedno. Już nigdy, przenigdy nie kupię gry Games for Windows Live w Polsce. Nie obchodzi mnie kto zawinił - wydawca (Cenega) czy Microsoft. Jeżeli wersja pecetowa wspiera tę usługę, to ja rządam do niej dostępu. Więc pa pa cenego. Nie zarobisz na mnie ani na GTA4, ani na Tomb Raiderze: Underworld. Szczególnie, że GTA4 wraz z wysyłką z Anglii kosztuje mniej niż 120zł. Więc tym bardziej musiałbym być kretynem, żeby płacić więcej, a otrzymywać (potencjalnie) mniej.
A Fallout 3? W sumie nie wiem. Byłem tak zdegustowany, że zakładka live nie działa, że ledwo tworzenie postaci przeszedłem. Ale do gry wrócę, niedługo.



Zanim przejdę FF3, trzeba zmierzyć się z pierwszymi odsłonami, prawda? Zakasałem więc rękawy i zakupiłem w Kanadzie wersję na GBA dwóch pierwszych części. Trochę było drogo, ale nigdy nie kupię gry na GBA na allegro. Za dużo użerania się z piratami.



Lubię bijatyki, choć głównie te 2D. Przez pewien czas chciałem nabyć porządnego arcade sticka do PS2 w Play Asia, ale zostały wszystkie wyprzedane. Postanowiłem więc sięgnąć po drugą w kolei rzecz, czyli porządny pad do bijatyk. Ponieważ kupić saturnowego pada do PS2 kupić jest niezmiernie ciężko, sięgnąłem po tego, specjalnego pada stworzonego z myślą o 15o leciu serii Street Fighter. Co by nie mówić jest świetny. D-Pad jest bardzo porządny, 6 klawiszy doskonale sprawdza się w większości bijatyk, bez konieczności kombinowania z triggerami.
Ale arcade sticka też kupię, nie ma bata.



No i na sam koniec, aby uczcić wyjście Gears of War 2, zakupiłem część pierwszą. Nie, tak naprawdę to grę zamówiłem 19 września, ale otrzymałem dopiero w listopadzie. Ale to już zupełnie inna historia, którą z pewnością niedługo opowiem.

Uf sporo tego. A to wciąż nie wszystkie zakupy, które powinienem otrzymać w tym miesiącu.

niedziela, 31 sierpnia 2008

Command & Conquer: Red Alert za darmo

Tak jak pisałem na Polygamii, Electronic Arts udostępniło C&C:RA za darmo.
Właśnie się pokazały obrazy płyt do ściągnięcia na stronie Red Alert, więc jazda, do ściągania.

sobota, 30 sierpnia 2008

DS in da hałz


Właśnie odebrałem nową zabawkę - Nintendo DS (dokładniej Pokemon Limited Edition - tak, Pokemon). Przyleciała do mnie z USA, dzięki uprzejmości kolegi kolegi.
Przy okazji odebrałem także Mystery Dungeon - Shiren the Wanderer, czyli komercyjnego roguelike'a na handhelda Nintendo.
Niestety, nie mam europejskiej ładowarki (bo niestety, ta od Nintendo jest tylko 110V, zamiast 110-220V), więc za bardzo nie mogę się dziś pobawić. Na szczęście lada dzień powinny do mnie trafić folia i ładowarka z Hong Kongu (a co, myśleliście że to w Polsce kupować będę?)

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Podsumowanie tygodnia XVIII

Przede wszystkim, doszła do mnie wreszcie karta grafiki. Jasne, to nie HD4850, a "tylko" 3650, ale jest dużo lepiej niż wbudowany intel. Z racji nowej karty graficznej odpaliłem sobie Bionic Commando: Rearmed, które nie chciało ruszyć na X3100 (nie to, żebym specjalnie się wysilał przy jego odpalaniu).
Gierka jest świetna. Jest trudna, ale świetna. Dość ciężko się jednak przyzwyczaić, że nie ma czegoś takiego jak skok. Kto to w ogóle pomyślał? Platformówka bez skakania. Phi.
Ale mimo wszystko, po kilku próbach w misjach treningowych, w końcu opanowałem poruszanie się na bionicznej ręce. Wciąż sporo spadam, ale na szczęście gra nieco wybacza. Nawet bossowie nie są aż tacy trudni jak sobie wyobrażałem.
W chwili obecnej chyba jestem pod koniec gry, bo właśnie uratowałem Super Joe z Obozu Jenieckiego. Może, 2-3 plansze mi zostały.
Jeżeli do czegoś można się przyczepić, to do plansz z lotu ptaka. Rozumiem, że mają nawiązywać do Commando, ale są po prostu kiepskie. Chyba tylko grając jedną ręką, stanowiłyby jakiś problem.
Gierka wygląda bosko, a remiksy muzyki z oryginału wżynają się w mózg. No dobra, starczy tego pseudo-luzackiego slangu. Jest świetnie i nie żałuje najmniejszego grosza wydanego na ten tytuł.

Prócz Bionic Commando: Rearmed odpaliłem sobie R-Type Final. I w parę(dziesiąt) minut przeszedłem grę. Jasne, że na najniższym poziomie, zawsze tak zaczynam grać w shmupsy. Gra ma potwornie dziwną dynamikę. Choć może to dlatego, że nie opanowałem jeszcze doskonale zmiany prędkości swojego statku (tzn. wiem jak to robić, ale często o tym zapominam). W sumie nie jest źle, choć bez wątpienia więcej będę mógł powiedzieć w momencie, w którym będę sobie doskonale radził na poziomie średnim.
Na trochę odpaliłem też Puzzle Quest, ale niespecjalnie mam czym się chwalić. Od przeszedłem parę questów, zabiłem parę ogrów, katapult i innych harpii. Jak widać, jestem raczej na początku wyprawy, niż dalej.

A w Ikariam nic nowego, więc nic nie napiszę. Jak będę miał coś ważnego, to na pewno dam znać.

niedziela, 17 sierpnia 2008

Podsumowanie tygodnia XVII

Kolejny tydzień się kończy, czas na podsumowanie co ciekawego się wydarzyło.
A wydarzyło się niespecjalnie wiele ciekawego.

Wciąż czekam na swoją kartę graficzną. Choć chwilowo dałem sobie spokój z HD4850, i stwierdziłem że wezmę na "przeczekanie" HD3650 pasywnego. Wiem, że to żaden potwór, ale zdecydowanie lepsze niż wbudowany Intel X3100. W dodatku doskonale się nada jako karta w HTPC, które zamierzam niedługo złożyć.
Niestety, "dzięki" długiemu weekendowi, nic do mnie nie dotarło. Oby jutro, bo już powoli szlag mnie trafia. Bo nawet w Bionic Commando: Rearmed nie mogę sobie pograć.
A propos BC:R, jak powszechnie wiadomo, Valve i Capcom się nie dogadały i gry na Steamie mimo zapowiedzi nie ma. Na szczęście, grę można kupić nie tylko na Direct2Drive, ale także w Gamersgate. Polecam kupić w tym ostatnim, gdzie można ładnie "oszukać" system i wymusić opłaty w USD a nie Euro.
Jak?
1. zakładamy konto na Gamers Gate podając wszystkie informacje zgodnie z prawdą
2. wchodzimy na stronę poprzez jakieś amerykańskie proxy, np. Any Fool.
3. dokonujemy zakupu. Najlepiej płacić paypalem, gdyż ta opcja otworzy się w osobnym oknie, już obsługującym https.
4. Po zakupie wchodzimy normalnie na stronę i ściągamy grę.

I tyle.

No, dobra. Ale skoro nie grałem w Bionic Commando, to w co grałem?
Na początek... Dark Cloud. Szczerze mówiąc nie wiem czego się po tej grze spodziewałem. Ale z pewnością nie tego. Myślałem, że to będzie jakieś action-rpg, może nieco przypominające Zeldę. A tu typowy dungeon crawler. W dodatku mocno frustrujący (szczególnie na początku). Do momentu, aż nie zdobędziemy dostępu do sklepu (u mnie udało się to dopiero na 6 poziomie). Do tego czasu chodziłem praktycznie cały czas bez broni (tzn. z popsutym sztyletem zadającym 1 obrażenie), bez antidotum na truciznę od nietoperzy i w ogóle ginąłem co chwila.
Dopiero po prawie 4 godzinach gry mogę normalnie zabijać przeciwników.
Nie wiem, pewnie dam grze jeszcze parę godzin na próbę, może coś się rozkręci. Ale to jedno z większych rozczarowań w mojej karierze growej.

Powoli też przechodze sobie Diablo 2. Uporałem się z drugim Aktem i prawie skończyłem trzeci. Właśnie skończyłem kompletować korbacz, więc tylko przede mną jeszcze Kazamaty, a później Mef i kolejny akt.
Muszę przyznać, że coraz bardziej ciąży mi mała wielkość skrzynki. Trochę kamieni i run na czarną godzinę, kostka i kamyki i koniec miejsca. De facto prawie przestałem cokolwiek podnosić z ziemi, bo nawet w plecaku nie ma na to miejsca (talizmany swoje zajmują).
No nic. Potransmutuję trochę rzeczy, może uda się coś niezłego wydziergać jeszcze na normalu.

No i tradycyjnie na koniec Ikariam.
Na serwerze org, wreszczie dorobiłem się... nie, nie piątej kolinii. Ale pierwszy krok już zrobiłem, bo pałac już jest poziomu 5. Teraz tylko jeszcze pozostałe 4 wyspy też trzeba do tego poziomu zwiększyć. A to tylko 1M drewna i 600K pozostałych materiałów. Bułka z masłem.
Na serwerze com wciąż się przygotowywuję do rozbudowania pałacu (niestety tu wolniej idzie, bo "marnuję" jedną wyspę na siarkę, zamiast mieć 2 wyspy z marmurem i 2 z winem). Bywa. Za to wynalazłem Utopię (+200 do szczęśliwości w stolicy), i od razu moja stolica się rozrosła.

No i to tyle w zasadzie.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Podsumowanie tygodnia XVI

Czy raczej trójtygodnia, bo coś ostatnio tak wypada, że raz na dwa tygodnie coś skrobnąłem.
No nic. Dwa tygodnie temu miałem przynajmniej niezłą wymówkę, bo wracałem właśnie z Głuchołazów, gdzie odbywał się zlot miłośników Atari, na którym byłem.
Party było naprawdę fajne, ale inne niż poprzednie na których byłem (ostatnie to chyba QuaST w 2005). Powiedziałbym, że tym razem było bardziej kulturalnie. Nie wiem, czy to ludzie się postarzeli (dorośli?), czy też to wpływ płci przeciwnej, której jakby więcej było, ale jeszcze parę lat i nawet nie zaliczymy wizyty policji (stali sobie jednej nocy mając nadzieję, że ktoś po pijaku będzie wsiadał do aut).
A propo aut, na QuaST (czy wcześniej Lecie Ludzików) było ich pięć na krzyż (w tym moje). Na Głuchołazach 2008 ciężko było znaleźć miejsce do parkowania (no, parking do największych nie należał). Może to też wpłynęło na nieco mniejsze zużycie alkoholu wśród zlotowców? Dodatkowo, do granicy z Czechami ze 3 kilometry, więc na wyżerkę jeździło się za granicę. Ha, ale to brzmi. I wszyscy polubili Dr Peppera, o którego w Polsce chyba ciężko.

Jak to na party, musiały odbyć się compoty z nowymi pracami. Niestety, nie jestem zbytnim ekspertem w tej dziedzinie, jako że asemblera na XE nie widziałem na oczy więc nie wiem ile tam trzeba się namęczyć, żeby stworzyć zoom rotator czy inny oteksturowany tunel i obracający się wielobok.
W każdym razie potrafiłem docenić muzykę, która była tradycyjnie świetna oraz prace graficzne, które były równie doskonałe.
Słowem party na 4+(może byłoby lepiej, ale nie doczekałem do ogniska które zaczęło się po 2 nad ranem i ległem spać).

No, dobra dość wkrętów. Przejdźmy do tego, w co grałem od tego czasu.
Po zakupie PS2 i przejściu Jaka & Daxtera, jakby nieco zwolniłem. Jasne, jak pisałem wcześniej zacząłem grać w Shadow of Rome, ale te głupie elementy skradankowe mnie rozbrajają. Na szczęście, w tak zwanym międzyczasie, zakupiłem na alledrogo trzy gry na czarnulkę. Dark Clouda - czyli action rpga od Level 5, R-Type Final, ostatnią jak na chwilę obecną przedstawiciela serii (nie licząc R-Type Tactics) oraz Astro Boya, fajną grę akcji od Segi.
Niestety, niespecjalnie w nie sobie pograłem. Od odpaliłem, żeby zobaczyć czy gry w ogóle działają. No i działają.
Za to pograłem nieco więcej w Diablo 2. W końcu przeszedłem 1 akt i w chwili obecnej jestem w Tajemnym Sanktuarium w akcie 2. Gra się całkiem miło, tylko ten cholernie mały plecak i skrzynka. Szkoda, że nie da jej się powiększyć grając w podstawkę. Grafika zupełnie przestała mi przeszkadzać, więc chyba gra nadrabia "grywalnością".
Prócz Diablo 2, gram sobie w darmową Trackmanię Nations Forever (mój nick to Reptil3 tradycyjnie). Poza pierwszą Trackmanią (nota bene brałem także udział w beta testach tej gry) nie miałem zbytniego kontaktu z serią, prócz kilku sesji w Nations. Bawię się przednio, mimo że część tras po których się ścigam, są absolutnie debilne. Ale generalnie jest super, i do tego za darmo.
No i zostaje jeszcze Ikariam. Nic ciekawego specjalnie się nie dzieje na tym froncie. Mam po 4 kolonie na obydwu serwerach, rozbudowuje się powoli, a na serwerze org nawet przygotowuje do rozbudowania Pałacu do 5 poziomu (nie jest to łatwe zajęcie).

I na koniec. Wszystkich użytkowników pecetów zapraszam na steamową grupę Polygamii.

środa, 23 lipca 2008

Podsumowanie tygodnia XV

Dawno nic nie pisałem. Ale złożyło się na to kilka rzeczy. Przede wszystkim sporo się "namęczyłem" z nowym komputerem. Z całego serca chicalbym też "podziękować" Intelowi za "wspaniałe" sterowniki do X3100, gdyż nie mogę na niej ustawić standardowej rozdzielczości monitora (czyli 1680x1050).

Po zmianie komputera wziąłem się więc za nadrabianie zaległości. A to oznacza, że liznąłem wielu rzeczy po trochu.
Przede wszystkim, odkąd Blizzard zapowiedział Diablo 3, stwierdziłem że warto będzie sobie przypomnieć część wcześniejszą.
Na całe szczęście, Blizzard pozwolił na ściągnięcie wersji gry wraz z dodatkiem ze swoich stron, więc nie musiałem grzebać się i szukać płytek z grą. Tradycyjnie już postanowiłem zagrać barbarzyńcą, bo jestem prostym człowiekiem i nic tak nie budzi mojego respektu jak wielki topór czy inny miecz dwuręczny. W każdym razie, postanowiłem iść w topory. I jak będzie możliwość zaczę rozwijać trąbę powietrzną.
Niestety, wciąż jestem w akcie pierwszym. Chodzę sobie teraz po koszarach i szukam młota. Więc to i następne zadanie i idziemy dalej. Jakby ktoś chciał grać wspólnie, to niech da znać.

A sama gra? Poza grafiką (eh, 800x600 wygląda brrr), nie jest tak najgorzej. Jasne, plecak jakiś taki dziwny jest, dużo gorszy niż w późniejszych naśladowcach (Mythos czy Titan Quest). Prawie nic tu się nie mieści jak będziemy mieli parę flakonów z napojami. Podobnie mała jest skrytka, którą mamy w mieście. Człowiek jednak szybko przyzwyczaja się do dobrych rzeczy.
Poza tym, zupełnie zapomniałem, jaka ta gra była rozbudowana. Ostatnio jednak sporo grałem w Mythosa (RIP?), a tam plansze nie są jakoś specjalnie duże. Tu nie tylko świat na powierzchni jest duży, to jeszcze
Poza tym, na Steamie zakupiłem byłem Puzzle Questa, bo kosztował całe 13 dolarów (promocja była). Do tej pory grałem w zasadzie tylko w demo, więc stwierdziłem, że takiej promocji nie ma się co sprzeciwiać. Nawet wersja polska od CDP kosztuje więcej.

Wciąż nie znudziło mi się Ikariam. Na obydwu serwerach zdobyłem po piątej wyspie, ale nie było łatwo muszę przyznać. Ale teraz powinno być już trochę szybciej, bo nie tylko na obydwu mam po dwie wyspy z marmurem, to na .org także dwie wyspy z winem. No i moje imperia się dzięki temu dość szybko (tak mi się wydaje) rozwijają.

No i na froncie konsolowym zacząłem przechodzić Shadow of Rome. Ewidentnie na fali Gladiatora (rzymski legionista walczący jako gladiator, chociaż z innych pobudek), Capcom postanowił zrobić grę o walkach na arenie. I trzeba przyznać, że silnik do tego, zrobili przyzwoity. Powiedziałbym, że nawet bardzo dobry. Krew sika hektolitrami, odrąbywane członki latają po ekranie. Cud miód i orzeszki.
No, ale Capcom nie byłby Capcomem, gdyby czegoś nie zwalił potwornie. Otóż, postanowili, że gra tylko o gladiatorach byłaby nudna, więc dodali elementy skradanki. I tu jak nietrudno się domyśleć, gra nie błyszczy. Powiedziałbym, że wręcz śmierdzi. Szkoda, że nie da się ich w jakiś sposób ominąć.

niedziela, 6 lipca 2008

Podsumowanie tygodnia XIV

Ah. Jak miło znowu mieć PS2. Podobnie jak za pierwszym razem, odpaliłem sobie pierwszą moją grę na tę konsolę - Jak & Daxter. To naprawdę to wciąż doskonała platformówka.
Grając w tę grę, sobie właśnie uświadomiłem, jak bardzo doskonałymi developerami jest Naughty Dog. To jedna z niewielu gier na PS2, gdzie faktycznie nie uświadcza się napisu Loading (czy też w ogóle dogrywania poziomów). No dobra, przy odczytywaniu stanu gry trzeba odczekać ze 3 sekundy, a przy powtarzaniu wyścigów jakąś sekundę widzimy czarny obraz, ale to naprawdę wszystko. Tak naprawdę najdłużej się czeka na początkowe logo. Aż szkoda, że takich gier tak mało wyszło na PS2, nie mówiąc o tej generacji konsol.
W zasadzię grę już skończyłem i niedługo możecie spodziewać się mojej jakiejś recenzji tego tytułu. Chyba nie zdradzę za dużo, jeżeli powiem, że gra mi się bardzo ale to bardzo podobała. Zdobyłem wszystkie 101 orbów, a to oznacza, że to jedna z niewielu gier, które skończyłem praktycznie na 100% (praktycznie, bo parę jajek pewnie mi umknęło).
Przy okazji, po pokazaniu światu, że Diablo 3 jednak powstaje, Blizzard dodał do swojego sklepu cyfrową wersję Diablo 2. W zasadzie można się było tego spodziewać w momencie, kiedy wyszedł patch, który zdejmował zabezpieczenie cd. No, ale teraz mam przynajmniej do grania obydwie wersje - PL i ENG, w zależności od mojego widzimisię mogę zagrać w dowolną z nich. W niedługim czasie pewnie ponownię odpalę Diablo 2, żeby sobie przypomnieć jak świetnym studiem jest Blizzard, no i czymś się zająć w oczekiwaniu na część trzecią.
No i jeszcze Ikariam. No cóż, wielkie zmiany nastąpiły.
Początkowo, na serwerze .org, zrobiłem sobie piąte miasto (drugi marmur). Niestety, w międzyczasie admini postanowili wprowadzić kolejny patch do gry, który zupełnie uniemożliwił mi zabawę z grą. W wersji 0.2.5 kary za korupcję (a korupcja była wszędzie, gdzie poziom budynku gubernatora był niższy niż ilość miast -1) były dotkliwe, ale do przeżycia. W wersji 0.2.6 stały się mordercze. Nagle miasta zaczęły wymierać, bo nie byłem w stanie dostarczać tylu wina czy wymian kulturowych. Po prostu porażka.
W efekcie, postanowiłem jedną ze starszych kolonii w ogóle zniszczyć (szabrując jej zapasy i niszcząc budynki), gdyż będę mógł do niej wrócić w momencie, kiedy rozbuduję moje miasta do odpowiedniego poziomu.
Teraz nie mam więc żadnego miasta z siarką (ta jest dość tania na rynku i wciąż dostępna), za to dwa miasta z marmurem. Lepsze to niż nic.
Na serwerze .com, na którym też przymierzałem się do zbudowania kolejnej kolonii na szczęście wszystko trwało wolniej i nie zdążyłem się dalej skolonizować zanim na org nie pojawił się patch. Dzięki temu, teraz i na tym serwerze postanowiłem się rozbudować zanim powiększę ilość miast. Narazie mam obsadzone 2 z 4 wysp i powoli (bardzo powoli) przymierzam się do trzeciej.