Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Grostanowienia noworoczne 2k13

Na początek zła wiadomość. Nie udało mi się dotrzymać zeszłorocznych postanowień. Nie licząc 1 (o kupowaniu gier wyłącznie na wyprzedażach). Ale za to o niemal 2pp spadła mi kupka wstydu. Nie jest to tyle, o ilu marzyłem, ale trend jest w dobrą stronę.

2012 to był dość interesujący rok.
Udało mi się skończyć jedynie 17 gier:

  1. Cave Story + 
  2. Batman Arkham Asylum
  3. Deadly Premonition
  4. John Woo's Stranglehold
  5. Stacking
  6. Just Cause
  7. DLC Quest
  8. Peggle
  9. Penny Arcade Adventures: On the Rain-Slick Precipice of Darkness - Episode Two
  10. Recettear: An Item Shop's Tale
  11. Sam & Max Episode 301: The Penal Zone
  12. Sam & Max Episode 302: The Tomb of Sammun-Mak
  13. Sam & Max Episode 303: They Stole Max's Brain
  14. Sam & Max Episode 304: Beyond the Alley of the Dolls
  15. Sam & Max Episode 305: The City That Dares Not Sleep
  16. Still Life
  17. Bastion
Nie jest to bardzo wiele, ale na pewno ilości kończonych tytułów nie pomógł fakt, że w Borderlands w tym roku wpakowałem kolejne 100 godzin grania. No dobra, z 80, bo reszta to było idlowanie w oczekiwaniu na przedmioty wypadające z claptrapów dla acziwmentów. Ale się udało i mam wszystko, co było do osiągnięcia.

Kilkadziesiąt godzin wpakowałem też w pierwszego Torchlight gdzie chciałem poprzechodzić grę w trybie hardcore. Niestety w pewnym momencie save szlag mi trafił, i straciłem wszystkie uzbierane przedmioty, więc grę odinstalowałem. Mówi się trudno. 

Około 40 godzin wpakowałem również w Deadly Premonition oraz Just Cause. Obydwa tytuły są dalekie od ideału, ale nie żałuję ani godziny 
Blisko 30 zajęło przejście Recettear: An Item Shop's Tale i Stranglehold. W tym drugim przypadku co najmniej 10 godzin zajął mi jednak multiplayer. 
W sumie jednak grałem sporo. 

Na szczęście kupiłem jedynie 31 gier, prawie 1/4 tego co rok temu. 

  1. DLC Quest
  2. Lair of the Evildoer
  3. Vertex Dispenser
  4. Deus Ex: Human Revolution
  5. Dungeon Siege III
  6. Legend of Grimrock
  7. Titan Attacks!
  8. Botanicula
  9. Windosill
  10. Unstoppable Gorg
  11. Depths of Peril
  12. Tobe's Vertical Adventure
  13. Inferno
  14. Superbrothers: Sword & Sworcery EP
  15. Lone Survivor
  16. Orbitron: Revolution
  17. Might & Magic: Clash of Heroes
  18. Warhammer 40,000: Space Marine
  19. Alan Wake
  20. Alan Wake's American Nightmare
  21. Ys Origin
  22. Borderlands 2
  23. Dead Island
  24. Assassin's Creed: Revelations
  25. Medal of Honor (2010) 
  26. Torchlight 2
  27. Giana Sisters: Twisted Dreams
  28. Hitman: Absolution
  29. The Walking Dead
  30. Batman: Arkham City GOTY
  31. Saints Row: The Third
11  gier wchodziło w skład indie bundla, 3 były prezentami, jeden "kickstartnąłem" (Giana Sisters). 
Chyba tylko Torchlight 2, Legend of Grimrock, Hitman: Absolution i Borderlands 2 kupiłem za obniżki mniejsze niż 66%. Ale tylko LoG i Giana Sisters kosztowały mnie cenę sugerowaną.
Nie jest tragicznie. 


Czas na obiecane postanowienia:
  1. Jedna nowa gra na 25 skończonych tytułów. Cztery wyjątki: będę kickstartował nowe gry, będę kupował nowe tytuły na klasyczne platformy, w przypadku zakupu nowej platformy w 2013 r mogę mieć 1 nieskończoną grę na nową platformę, gry na telefon/tablet to nie gry tylko wypełniacze czasu, więc się nie liczą.
  2. W końcu ta strona zacznie żyć regularnie :) Mam nadzieję, że już niedługo zacznie pojawiać się regularny kontent dzięki ostatnim prezentom.
  3. Kupka wstydu spanie poniżej 66,6%. Jeżeli uda się utrzymać punkt 1 pod kontrolą, to jest to całkiem wykonalne. 
Na szczęście tak na szybko nie przychodzi mi nic do głowy co absolutnie muszę mieć day0 w 2013 roku, ale z drugiej strony rok nawet się jeszcze nie zaczął.
Trzymajcie kciuki.

niedziela, 1 stycznia 2012

Grostanowienia noworoczne 2k12

Na początek, muszę niestety się przyznać, że żaden z zamierzonych celów w 2011 r. nie został osiągnięty.


Co gorsza, kupka wstydu zamiast zmaleć, zwiększyła się o 0.3 punkta procentowego do 71.6%.

Niestety, ilość skończonych w tym roku gier był zdecydowanie mniejszy niż rok temu (z 30 do 16), co związane jest z bardziej przyziemnymi sprawami. Bywa. Na swoją obronę powiem, że nie wybierałem prawie żadnych tytułów, które da się przejść w 30 minut żeby sobie poprawić statystykę.


Małe podsumowanie zakupów:

  • W 2011 nabyłem 102 gry (o 24 mniej niż w 2010 więc jest ok)
  • 11 na Xboxa 360 vs 91 na PC
  • 8 gier bez obniżki o co najmniej 50%. Były to:

  1. Magicka - w sumie za zakup w pierwszym tygodniu była jakaś obniżka + darmowe DLC, więc nie wiem czy to się nie wyrównuje, ale na wszelki wypadek wrzucam to na listę.
  2. Deathsmiles - lubie strzelanki, więc chciałem nagrodzić Risisng Star za wydanie tego tytułu. W dodatku nie byłem pewien jak duży nakład wydano tego tytułu.
  3. Deadly Permonition - po obejrzeniu dwóch Endurance Runów na Giantbomb wiedziałem, że tę grę muszę mieć, mimo że poziom wyszlifowania pozostawia wiele do życzenia.
  4. Witcher 2 (edycja kolekcjonerska) - w zasadzie preordera złożyłem w 2010, ale grę dostałem dopiero w 2011.
  5. Duke Nukem Forerver (w dodatku wersję Balls of Steel) - nie spodziewałem się wiele po tym tytule, ale to kawał historii. Patrząc wstecz mocno chybiona inwestycja, bo gra jest tania jak barszcz (o jakości nie wspomnę).
  6. Beyond Good & Evil HD - w sumie mam już wersję PC, ale chyba chciałem nagrodzić Ubi za wydanie tego nieco zapomnianego tytułu.
  7. Jamestown - kolejny shmup, w dodatku niezależnie wydany i zajebisty
  8. Dungeons of Dredmor - kolejna gra niezależna, tym razem fajny roguelike.

  • 36 kupionych gier to były gry niezależne (głównie wchodzące w skład jakiś indie bundli),
  • 47 kupionych na wyprzedażach Steamowych (8 na GOG, a tylko po 1 na wyprzedażach Originu i Gamersgate).
  • 4 gry dostałem w prezencie: Alien Breed 2 za kupony na Steamie, Sequence od Feepa, który rozdawał go każdemu chętnemu użytkownikowi NeoGAFu, Alice: Madness Returns w ramach rewanżu od Michała, i DiRT3 dzięki promocji AMD (też od Michała).

Na jakie gry najwięcej poświęciłem czasu w 2011 r? Tradycyjnie muszę zaufać serwisowi Raptr, chociaż wiem, że sporo w tym roku grałem odłączony od sieci, więc statystyki są nieco niekompletne. W dodatku Raptr nie ma klienta pod MacOS więc część grania pod tą platformą jest nierejestrowana.


Project Gotham Racing 4 (30 godzin). Pewnie bym spędził na tym tytule dużo więcej czasu, ale zadowoliłem się przejściem wszystkiego na srebro + trochę wyższych ocen. Trochę szkoda, że nie zapowiada się, że zobaczymy kiedyś PGR5, bo gierka była zacna. Niestety, w czasach kiedy MS wypuszcza Forzę co 18 miesięcy, byt innych wyścigów od tej samej firmy jest pozbawiony sensu.








Outland (15 godzin) - całkiem sympatyczny action-adventure na XBLA. W sumie nie wiedziałem, że aż tyle zajęło mi przejście, myślałem, że góra 5-6 godzin.













Stuntman: Ignition (12 godzin) - nawet nienajgorsze „wyścigi”, gdzie wcielamy się w kaskadera kręcącego filmy. Do ideału brakuje lepszego framerate, bo gra momentami mocno klatkuje.










Star Wars: Jedi Knight: Mysteries of Sith (11 godzin) - kurcze jedyny pecetowy tytuł w zestawieniu. Ale przynajmniej dobry FPS.












Enslaved: Odyssey to the West (10 godzin) - całkiem odprężająca gra przygodowa. Gdyby nie kiepski framerate była by jedna zdecydowanie lepsza.









Być może, zamiast Enslaved powinna być na liście The Darkness, bo Raptr pokazuje że spędziłem 20 godzin jako Jackie Estacado, ale wiem, że tak mniej więcej połowę (do kościoła) grałem w poprzednim roku, później jeszcze lekko grindowałem achievementy. Starbreeze zna się na zabawie światła i cienia, ale strzelankę zrobiło z tego mocno przeciętną (podobnie jak było z Riddickiem). Niemniej, nie żałuję, bo sama gra jest dobra.


No to plany na rok 2012?

  1. Kończyć więcej gier. Kupka wstydu ma zejść do 66.6%, bez wykrętów. A to oznacza, że nie kupować tytułów nawet tylko dlatego, że są tanie. Jak są teraz tanie (szczególnie na Steamie), to znaczy że będą równie tanie w przyszłości, albo nawet będą jeszcze tańsze.
  2. Nie kupować gier jeżeli nie są co przecenione o co najmniej 66%. Znowu, daję sobie 6 tytułów, którymi mogę nagrodzić twórców większą kwotą (jedną z nich na pewno będzie Torchlight 2, to wiem na pewno).
  3. Skończyć wreszcie te tytuły, które mam pozaczynane i poodkładane na później. W szczególności chodzi o Personę 4, Batman: Arkham Asylum, Rainbow Six: Vegas, Final Fantasy IV.
  4. zacząć w końcu ponownie pisać na tym blogu :)

PS. Dziękuję również ekipie gameplay.pl, za to że pamiętali i POKE :)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Wyprzedaż na Steamie

moje łupy

Właśnie przed momentem zakończyła się kolejna świąteczno-noworoczna wyprzedaż na Steamie.
Powyżej widać moje łupy. Jak dużo można było zaoszczędzić?
Oj dużo. Powiem tylko, że najdrożej wyszedł mnie Oddboxx, który kosztował £7,5 (pi razy oko 35 zł). Jasne, większość zakupów po śmiesznie niskich cenach pomocy albo znajomych z UK albo z US, ale można było zdobyć naprawdę świetne gry za grosze: Mafia 2 za 23 zł? Za tyle samo Bad Company 2 i Darksiders. Za to jako zwykle uciśniony Europejczyk, mogłem się odwdzięczyć najtanszym zestawem na świecie Crysis+Crysis Warhead.
Teraz już tylko trzeba znaleźć trochę czasu żeby to wszystko chociaż liznąć.

sobota, 1 stycznia 2011

Grostanowienia noworoczne 2011

2010 minął bezpowrotnie, czas więc się rozprawić z postanowieniami, które sobie założyłem 1 stycznia 2010 i zobaczyć jak wiele udało mi się (nie)osiągnąć.

Moja kupka wstydu nieco zmalała. Fakt, nie udało mi się zejść do „obiecywanej” sobie granicy 66,6% nieukończonych gier, ale udało mi się „zbić” 75% do zaledwie 71,3%.

Wydawałoby się niewiele, ale jeżeli kupiłem w tym roku ponad 100 gier, to wynik całkiem zadowalający.

Wg serwisu Raptr i statystyk Steama (nie zawsze miałem klienta Raptr odpalonego) oto moje najbardziej grane tytuły w poprzednim roku:


Borderlands 58 godzin, a kupiłem ją zaledwie w połowie roku jak była na wyprzedaży na Steamie. Przed premierą niewiele kto jej dawał szanse sukcesu. I nic dziwnego, skoro głównym atutem gry miała być niebywała ilość dostępnych broni.
Ale o dziwo gra okazała się całkiem przyjemnym połączeniem strzelanki i Diablo. Gearbox doskonale również wspierał tytuł 3 niezłymi i 1 kiepskim dodatkiem przedłużając żywotność tytułu o jakieś 20 godzin.

A co w tym najlepszego? Wiem, że jeszcze dużo przede mną bo skończyłem dopiero podstawkę i Zombie Island of Dr Zed. Knoxxa mam fabularnie skończonego, ale trochę zadań pobocznych zostało, a u Moxxi przeszedłem jedynie jedną arenę. Claptrapów nawet nie ruszyłem. A przecież jeszcze jest drugie podejście do fabuły albo inna postać.




Pierwsze miejsce wśród przegranych miał The Saboteur z zaszczytnymi 48 godzinami na liczniku. Łabędzi śpiew studia Pandemic pokazuje co było nie tak z tą firmą. Pomysły może i miała doskonałe (Mercenaries, Destroy all Humans), ale brakowało jej szlifu. Gdyby każdy z tych tytułów jeszcze przetrzymać z pół roku i wprowadzić parę poprawek, byłyby dużo lepsze.

Główny bohater Sean potrafi wiele - umie się wspinać, strzelać, dać po mordzie jak trzeba, wysadzi w powietrze, a dodatkowo jest kierowcą rajdowym. Po prostu człowiek orkiestra. Ale jak to zwykle z takimi ludźmi bywa, wszystko pozostawia nieco do życzenia. Wspinanie po ścianach jest, może i jest dużo realniejsze niż w Asasynach czy inFamous, ale przecież od takiej gry nikt nie wymaga realizmu tylko dobrej zabawy i wolnego metodycznego skakania z jednego kawałka ściany na drugi. Poza tym, twórcy zdecydowanie przegięli jeżeli idzie o ilość rzeczy do zniszczenia. Nie przesadzę jeżeli powiem, że niemieckich instalacji na terenie Paryża i okolic było niewiele poniżej 1000. Z tych 48 godzin, pewnie kolo 30 zajęło mi oswobodzenie wszystkiego co się dało. Taki to już ze mnie wyzwoliciel



Ostatnie miejsce na pudle zajął Assassin's Creed 2, którego skończyłem dosłownie przed paroma dniami.

Z ręką na sercu powiem, że to chyba najbardziej poprawiona kontynuacja w historii (a przynajmniej nic tak od ręki lepszego mi nie przychodzi). Poprawiono w grze dosłownie wszystko to, co kulało w oryginale. Teoretycznie nadal wszystko opiera się na tych samych podstawach - musimy albo kogoś potajemnie zamordować, albo kogoś śledzić, albo mu coś ukraść, a to wszystko poprzeplatane kilometrami spędzonymi na wspinaczkach po różnych dziwnych miejscach.

Niemniej wykonanie jest dużo bardziej płynne, wszystko jest spięte całkiem dobrze zarysowaną fabułą która ma jakiś sens. Poza tym urozmaicono świat gry, w wielu lokacjach dodano grobowce, gdzie gra przypomina bardziej Prince of Persia, niż Asassyna. No i cały wątek ekonomiczny, gdzie odbudowujemy swoją posiadłość kupując bronie i sławne obrazy oraz naprawiając sklepy i inne urzędy - doskonały, mimo że mało rozbudowany.

Kiedy skończyłem tę przygodę z Ezio stwierdziłem, że wcale bym się długo nie zastanawiał gdybym miał AC:Brotherhood, tylko od razu wrzuciłbym ją do czytnika i grał dalej.



2 godziny mniej, niż AC2 zajęło mi wymaksowanie Lego Batman.
Wiele się tu nie zmieniło, żeby nie powiedzieć, że to praktycznie ta sama formuła, która towarzyszy nam od 2005 roku.
I w zasadzie na najbliższy rok chyba mam dosyć tych gier, mimo że słyszałem dobrze słowa zarówno o Harrym Potterze jak i drugim Indianie Jonesie.








W sumie trochę ciężko mi uwierzyć, że w tak przeciętny tytuł jakim jest pierwszy Asasyn grałem 32 godziny.

Ale muszę przyznać, że jako fundament doskonałych kontynuacji widać było potencjał jak dobra może być gra. Możliwe, że po prostu zabrakło czasu na zrobienie z silnikiem czegoś więcej niż: zanim zabijesz głównego bossa zabij/ukradnij/podsłuchaj do 9 osób rozrzuconych po całej dzielnicy i tak we wszystkich 9 dzielnicach. Nuda.

Z tych 32 godzin pewnie 25 spędziłem na szukaniu najróżniejszych znajdziek porozrzucanych po całym królestwie.






Tak więc na 5 gier straciłem 214 godzin. Prawie 9 dni. A później się dziwić, że mam takie słabe statystyki przechodzenia gier. Muszę chyba więcej zacząć grać w jakieś 4-5 godzinne strzelanki. Wtedy spokojnie skończę 100 tytułów w roku.


Drugim celem na który sobie wyznaczyłem, to nie przepłacać za gry i kupić maksymalnie pięć tytułów po cenie wyższej niż 50% ceny sugerowanej. Nie powiem było ciężko i tylko niesamowitą siłą woli udało mi się nie kliknąć w przycisk KUP słuchając opinii innych ludzi o niektórych tytułach (Red Dead Redemption, Pac-Man Championship Edition DX, Assassin's Creed: Brotherhood itp).

Parę razy czytałem listę zakupów AD2010 i wydaje mi się, że udało mi się spełnić postawiony sobie warunek. Gry, które kupiłem po cenie detalicznej to:

BioShock 2: Skusiłem się na edycję kolekcjonerską z winylem. Myślałem, że podobnie ja w przypadku części pierwszej z figurką Big Daddiego, będzie ciężko ją zdobyć niedługo po premierze. Niestety się przeliczyłem i ta wersja jest wciąż dostępna i sporo tańsza. No cóż, zdarza się.

Etrian Odyssey III: The Drowned City: mógłbym się kiedyś zapytać po co mi część trzecia, skoro nie skończyłem ani 1 ani 2 jeszcze. No ale logika zakupowa, to nie była nigdy moja najlepsza strona. Poza tym to gra wydawana przez Atlus i nigdy nie wiadomo jaki oni mają nakład. Poza tym dorzucali Artbook i wysyłkę za pół ceny. Jestem słaby.

Guwange: shmup na XBLA. Nie sądzę, żeby szybko znalazł się na wyprzedaży bo to towar bardziej niż niszowy. A trzeba było pokazać, że takich tytułów powinno być wydawanych więcej, a nie trzymać wszystkie w Japonii.

Space Invaders Infinity Gene/Limbo: któreś z nich na pewno. Obydwie gry kupiłem kiedy trzeba było wydać 2400 punktów, żeby odzyskać 800. Więc albo Space Invaders dostałem za darmo, albo Limbo kupiłem za połowę ceny. Tak to będę sobie tłumaczył i nikt nie zmusi mnie, żebym się przyznał do naginania zasad które sam ustanowiłem

Ilomilo: teoretycznie ta gra jeszcze oficjalnie nie wyszła, chociaż można było ją ściągnąć poprzez stronę twórców, a następnie zakupić przez demo. A jako produkt jeszcze nie wydany stwierdziłem, że są niewielkie szanse na to, żeby gra miała obniżkę w najbliższej przyszłości. Poza tym jest tak słodka, że musiałem ją mieć. A po każdej sesyjce z Ilomilo muszę odpalić coś męskiego, żeby odzyskać utracony testosteron.


Jakie mam plany na 2011?


  1. W zasadzie te same co w 2010. Starać się przechodzić więcej niż się kupuje. Cel, który sobie ustanawiam to 66,6% (myślę, że tym razem jest to cel do osiągnięcia, bo wystarczy powtórzyć wynik sprzed roku w zasadzie).
  2. A co za tym idzie, chcę przejść więcej gier w 2011 niż to zrobiłem w 2010. Jest to do zrobienia, w szczególności że mam pewnie koło 10 gier, które mam rozgrzebane w połowie, albo nawet przy samym końcu (R6: Vegas albo Batman:AA, The Darkness). Ale myślę, że osiągnięcie co najmniej 31 tytułów jest do zrobienia, nawet bez wybierania najkrótszych gier pod słońcem.
  3. I ponownie nie kupować gier po cenach sklepowych (a już na pewno nie w Polsce). Ale tym razem zwiększę sobie margines kupowanych tytułów po pełnej cenie do 6. Mimo wszystko chciałbym jakoś „nagrodzić” twórców gier, kiedy uważam że na to zasługują, a kupowanie gry w dniu premiery (bądź w jej okolicach) jest chyba najlepszym tego przykładem (poza wysyłaniem alkoholu :) ).
Trzymajcie kciuki, żeby tym razem się udało.

sobota, 4 września 2010

Rezurekcja


No dobra. Skoro doczekaliśmy się wskrzeszenia Duke Nukem Forever, pomyślałem że nie mogę być gorszy i oficjalnie oznajmiam że POKE odżywa na nowo.

Zacznijmy więc od tego, co sądzę o DNF.

Nawet po sławnym obrazku z latającymi świniami nie specjalnie mogłem uwierzyć, że ktoś na serio postanowi dokończyć coś nad czym 3D Realms pracowało ostatnie lata. Pewnie nie tylko ja myślałem, że w projekt wpakowano już tyle pieniędzy, że nawet naście milionów sprzedanych egzemplarzy nie zwróci zysków i lepiej przyznać się do porażki.

A jednak niemożliwe okazuje się możliwe.

Trochę martwią mnie co prawda już narzekania, że to żałosny skok na kasę, że gra wygląda przestarzale, że można mieć tylko 2 bronie naraz i takie tam. Ilość narzekania jest tak ogromna, że aż przykro przykro się robi że gracze są tak zgryźliwi. Tak, Gearbox dokańcza tę produkcję zamierzając na niej zarobić. Dlaczego w ogóle to kogoś dziwi? Czy nie po to istnieją firmy? Żeby zarabiać? No chyba, że ktoś żyje w idealnym świecie gdzie każdy robi wszystko altruistycznie, wtedy przepraszam nie mam żadnych pytań.

Ja wiem, że tę grę kupię w dniu premiery (i to pewnie wersję kolekcjonerską jeżeli będzie ciekawa). Nie dlatego że spodziewam się, że to będzie najlepsza gra pod słońcem. Ba, wiem że nie będzie. Będzie widać że gra powinna wyjść dwa lata wcześniej (co najmniej), żeby zachwycać. Że wydzielanym testosteronem i głupimi odzywkami głównego bohatera można obdzielić niewielką armię. To samo było z Duke Nukem 3D, a mimo to nikomu to jakoś wtedy nie przeszkadzało.

Mimo wszystko kupię tę grę dlatego, że takich gier już teraz sie nie robi. Tak samo, jak się nie robi filmów w stylu lat 80ch. Granie w kolejnego z kolei FPSa osadzonego czy to w którejś z Wojen Światowych czy w obecnych konfliktach na Bliskim Wschodzie mnie się po prostu znudziło. Bohaterowie obecnych FPSów mnie znudzili swoją anonimowością i brakiem charakteru. A Duke? Duke może i nie ma za grosz taktu i zachowuje się jak typowy nastolatek, ale przynajmniej ma jaja. I właśnie dlatego już teraz wyczekuje podania daty premiery.

Poza tym, wierze że Gearbox przynajmniej zrobi z tego tytułu przyzwoitą grę. Lepszą niż długoletni i pokręcony życiorys powinien pozwolić grę. Jak dla mnie to wystarczy. Nie jestem na tyle zblazowany, że coś poniżej 90% na metacritic i 50 nagród GOTY mnie nie interesuje. Jeżeli Duke Nukem Forever zaoferuje mi tyle samo przyjemności z grania co dajmy na to Wolfenstein czy 50 Cent: Blood on the Sand, dla mnie to starczy.

niedziela, 3 stycznia 2010

I ty możesz zostać jasnowidzem 2010

Na łamach forum Polygamii trzeci rok z rzędu "prowadzę" zabawę w sprawie przewidywania co się wydarzy w nadchodzącym roku.

Oto moje przepowiednie co wydarzy się w 2010 r.

1) czy gra zostanie wydana w 2010 r:
  • APB
  • Call of Duty World at War 2 (w każdym razie kolejny CoD nie z serii Modern Warfare)
  • Crysis 2
  • Dead Space 2
  • DJ Hero 2
  • Fable 3
  • Fallout: New Vegas
  • Gears of War 2 PC
  • Guitar Hero 6
  • Halo Reach
  • Max Payne 3
  • Rock Band 3
  • Starcraft 2
  • Super Mario Galaxy 2
  • Tony Hawk 11

2) czy zostaną oficjalnie zapowiedziane
  • Abonament PSN
  • Bully 2
  • Call of Duty Online
  • Gears of War 3
  • God of War 4
  • Halo 4
  • Killzone 3
  • Mortal Kombat 9
  • Need for Speed od Criterion
  • Nowy model 360*
  • Nowy model PSP*
  • obniżka ceny 360
  • obniżka ceny PS3
  • obniżka ceny Wii
  • Shadow Complex 2
  • Splinter Cell Conviction na PS3
  • WipEout PS3
* przez nowy model rozumiem coś więcej niż nowy kolor czy większy dysk.

Grostanowienia noworoczne

Nowy rok sprzyja snuciu postanowień na kolejny rok.

Ja mam w zasadzie dwa.
1. Kupkę zaległości zmniejszyć do poziomu niższego niż 66,6 %. W chwili obecnej stanowi prawie 75%. Jasne, mógłbym ją zmniejszyć dość szybko wybierając do grania tylko proste i krótkie tytuły, ale przecież nie o to chodzi.

2. Kończąca się kilkunastodniowa promocja na Steamie uświadomiła mi jak bardzo przepłacam za gry. W związku z czym w 2010 r. nie kupię gry jeżeli nie jest przeceniona o co najmniej 40% w stosunku do ceny sugerowanej.
Największy problem mam z grami na XBLA, bo te raczej niespecjalnie są podatne na obniżki. związku z powyższym, zostawię sobie furtkę: 5 gier w ciągu roku mogę kupić za cenę sugerowaną.

No cóż, zobaczymy czy mi się uda to dotrzymać danych sobie obietnic.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Kolejna porcja zakupów


Od razu powiem, wielkie Fuck you do osoby, która "zapomniała" dodać kod do limitowanej edycji Fable 2 oraz bonusowe Fuck you do Microsoftu, za to że "zapomniane" kody wysyłał tylko do końca 2008 roku.
A poza tym, w empikach pojawiły się pecetowe wersje 007 Quantum of Solace za 20zł. Pomyślałem, że za tę cenę warto się poświęcić, mimo że demo nie było jakoś super dobre.

Będąc w empiku uzupełniłem również swoją kolekcję przygodówek LucasArts. Każda również po 20 zł. Niestety nie mieli Full Throttle, więc będę musiał rozejrzeć się za tym osobno.

Na froncie "cyfrowym" skorzystałem z promocji na Steamie i kupiłem Droplitz, za niecałe 2€. Nienajgorsza gra logiczna. Za całe 1200 MSP zakupiłem również Shadow Complex. I powiem, że nie żałuję ani punktu. Świetna gra przygodowa z mechaniką podobną do nowych czy CastlevaniiMetroidów. Z pewnością jedna z lepszych gier na XBLA i jedna z lepszych gier wydanych w tym roku.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Mój pierwszy Full

Jeee udało mi się zebrać wreszcie chociaż jedną grę z kompletem punktów. Moją wybranką okazała się Secret of The Secret of Monkey Island: Special Edition. No dobra, żadne z osiągnięć nie było jakoś specjalnie trudne, ale liczy się fakt,.

piątek, 14 sierpnia 2009

Urodzinowe prezenty


Z okazji urodzin (nie śpieszcie się, teraz to już sie nie liczy) odebrałem z poczty zamówione fanty:
Too Human oraz Fightpad dla Xboksa 360. Wreszcie będzie można pograć w jakieś gry arcade.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Podsumowanie tygodnia XXXIV

Na początek, małe ogroszenie parafialne.
To ostatnie podsumowanie "tygodnia", które będzie opublikowane. Patrząc na regularność wpisów, chyba nie trudno zauważyć że to się nie sprawdza. Początkowo to miało być takie uzupełnienie wszystkiego, co się nie zmieściło w całym tygodniu, ale pozostało jedyną rzeczą na stronie. To się zmieni, to nie ma sensu.


Po dwóch miesiącach oczekiwania dostałem wreszcie zamówione na allegro gry na dreamcasta (w tak zwanym międzyczasie sprzedawcy zablokowali konto, więc nieco już się zastanawiałem czy gry w ogóle dostanę). No, ale do kolekcji mogłem sobie doliczyć wreszcie Street Fighter Alpha 3, Gunbird 2 oraz JoJo's Bizarre Adventure.
Korzystając z kolejnego rzutu wplmanii, kupiłem też tańszego F.E.A.R. 2 z czego się cieszę, bo demo mi się mocno podobało.
A że jestem wielkim miłośnikiem wrestlingu (choć akurat za obecnym TNA nie przepadam), zakupiłem na wyprzedaży TNA Impact!.


Najnowszy nabytek to Gears of War 2, które powoli "męczę" w coopie z Ghostem. Podoba mi się, jak z polskiej wersji usunięto informację o Xbox Live. Tak trzymać :)

Od ostatniego grania, udało mi się przejść Project Gotham Racing 3. Co prawda tylko na brąz, ale ponieważ muszę nadrobić prawie cztery lata konsoli, nie mam za bardzo czasu na masterowanie tytułów. Dlatego też kiedy zacząłem przechodzić Call of Duty 4, grałem na normalu. Poza tym chciałem skończyć grę i oddać ją Ghostowi, ale ten wystawił mnie do wiatru.
COD4 podobał mi się bardziej niż 2 (to praktycznie oczywiste). Przede wszystkim było mniej momentów - broń się przez 5 minut, kiedy będziesz czekał na posiłki. Chociaż nie powiem, jedna z misji, w której musieliśmy wrócić na sam początek w 3 minuty (czy coś koło tego), bo inaczej helikopter odleci bez nas była mocno wkurzająca. Oczywiście "fabularnie" też jest znacznie lepiej, Infinity Ward nauczyło się paru sztuczek i całkiem nieźle dawkowało momenty. Nawet zakończenie, jakby nie patrzeć, znacznie inne niż w typowym FPSie.
No i teraz moje "rozczarowanie" roku. Midway przed premierą TNA Impact! chwalił się, że chcieli zrobić grę czerpiącą garściami z legendarnego WWF No Mercy z N64. Może i chcieli, ale im się to zdecydowanie nie udało. Jasne, gra się inaczej niż w grze THQ, powiedziałbym że lepiej, ale do mistrzów to jeszcze daleko. Sterowanie jest co najwyżej przeciętne, gra ma spore problemy z detekcją uderzeń (głównie jak ktoś wstaje z ringu), tryb tworzenia zapaśnika jest słabiutki. Po prostu przeciętniak w każdym calu. O fabule wole się nie wypowiadać, bo jej oczywiście jeszcze nie skończyłem, ale nikt kto wrestlingiem się nie interesuje, raczej by jej nie zdzierżył. Trochę szkoda, że raczej nie doczekamy się drugiej odsłony, bo gra ma niezłe zadatki, jeżeli tylko by ją rozbudować i dopieścić tu i ówdzie.
Ponieważ TellTale zaczął wypuszczać nowe odcinki Monkey Island, stwierdziłem, że czas w końcu skończyć epizodycznego Sama i Maxa (szczególnie, że mam je w zasadzie od premiery czyli ponad 2 lata). Swego czasu skończyłem pierwszy epizod i nadgryzłem drugi. Teraz korzystając z tego, że mam znowu laptopa i grać mogę "wszędzie", z marszu przeszedłem Situation Comedy oraz Mole.... Obydwa epizody zajęły mi jakieś 4, może 5 godzin, czyli niespecjalnie długo (chociaż daje to jakieś 12-15 godzin na cały sezon, co nie jest złym wynikiem). Grało się milo i do końca przyszłego tygodnia postaram się przejść cały pierwszy sezon.
Korzystając z urlopu, nadrobiłem również nieco zaległości w Personie 4. Nie powiem, Endurance Run GiantBomb zdecydowanie mnie zmotywował do dalszej gry. Na chwilę obecną, przeszedłem pierwsze dwa dungeony, po w sumie 40 godzinach rozgrywki. Wciąż jeszcze nie specjalnie rozumiem reguły, którymi rządzi się łączenie Person (szczególnie jeżeli chcemy połączyć więcej niż dwie), ale wiem, żeby próbować i tworzyć coraz mocniejsze, bo będą w przyszłości potrzebne. W fabule posuwam się powoli, grindując postaci i starając się jak najlepiej rozwijać moje postaci. Ale bawię się przednio i pewnie koło 2012 roku uda mi się ją skończyć.
No i pozostały jeszcze Gearsy 2, które przechodzę w coopie. Krótko są jak 1 tylko bardziej. Narazie dojechaliśmy sobie na górę Kadar i gra się zdecydowanie łatwiej niż w część pierwszą. Nawet nie chce mi się liczyć ile razy próbowaliśmy przejść jeżdżenie czołgiem czy wagoniki w jedynce, ale było tego naprawdę sporo. Tu, nie mam uczucia, że próbuję coś po raz dwudziesty i po raz dwudziesty ginę przed kolejnym checkpointem. Trochę mnie tylko zmartwiło, że w polskiej wersji nie ma kodu z dodatkowymi mapami (szczerze nie wiem, czy mapy nie były tylko przy preorderach w momencie premiery), ale wątpię żebym wysupłał 20 dolców czy ile tam DLC kosztuje. Chyba, że Horda okaże się tak wspaniała, że będę musiał mieć wszystkie mapy jak leci. Ale śmiem wątpić.

I to w zasadzie tyle w tym tygodniu.
W następnym, mam ambitny plan skończenia Gearsów 2 (co może być trudne, bo będę kończył pracę o 22) i dokończenia pierwszego sezonu Sama & Maxa.

niedziela, 12 lipca 2009

Podsumowanie tygodnia XXXIII

I znowu się robi podsumowanie trzech tygodni, ale to i tak chyba lepiej niż miesiąca.
W każdym bądź razie, nieco zapomniałem w poprzednich zakupach o paru grach. Mianowicie, po pojawieniu się na gog.com gier z Texem Murphy, postanowiłem je sobie zakupić, i tak stałem się właścicielem pierwszych trzech przygód detektywa Texa.
Podczas wcześniejszej promocji na Steamie kupiłem też trylogię Penumbra, ale nie zacząłem w nią grać.
Udało mi się również kupić parę gier tanio na XBLA. A mianowicie Castle Crashers, Outrun Online, Pinball FX, Mega Man 9, Geometry Wars Evolved 2 oraz Battlefield 1943.


Prócz cyfrowych zakupůw, skorzystałem dwukrotnie z wplnomanii CD Projektu, i za sumę 90 zł udało mi się kupić Dawn of War 2 oraz Kroniki Riddicka: Atak na Atenę. Myślę, że to przyzwoita cena za obydwa tytuły.
Z goozexa przyszedł mi dodatkowo Ace Combat 6, ale chyba z przejściem poczekam na Ace Combat Zero. Nie to, żebym bał się że nie zrozumię czegoś z historii, po prostu lubię przechodziś gry chronologicznie.


I jeszcze jeden nowy nabytek, nowy laptop. Jeszcze tylko nowy dysk i będę mógł spokojnie zainstalować na nim Windowsa.

Przez trzy tygodnie udało mi się za to ukończyć całe dwie pełnoprawne gry.
Na początek, Crackdown. Jak już wcześniej wspominałem, gra bardzo mi się podobała. Na tyle, że po zakończeniu zresetowałem gangi i postanowiłem zacząć zabawę od początku (głównie dla paru achievementów, które prędzej czy później będę chciał zrobić). Owszem, walka bronią pozostawia nieco do życzenia (czy raczej sposób wybierania celów po wciśnięciu lewego triggera).

Drugą grą jest Call of Duty 2, którą udało mi się skończyć na Hardened. I nie, nie zamierzam już do tej gry wracać, dla tych "paru" osiągnięć. Nie chodzi o to, że to zła gra, chociaż uważam że się poważnie zestarzała i są w niej elementy, które mocno mnie zaczynają denerwować. W zasadzie mam dwa podstawowe zarzuty - praktycznie wszystko co trzeba robić w grze, musimy robić my - podczas grania rosyjskiej kampani w przeciągu może pół minuty najpierw kazano mi wziąś snajperkę i zająć się gniazdami MP42, a następnie rozwalić pojazd z nadjeżdżającymi posiłkami. Miło, że Infinity Ward dba o naszą rozrywkę, ale bez przesady. Jak dają nam 5 ludzi do "pomocy", to fajnie byłoby z nich korzystać.
Nie mówię, że zawsze tak było, od czasu do czasu AI samo pokonywało Niemców i czyściło powiedzmy budynek, ale to raczej były wyjątki, niż reguła. Przynajmniej mniej to się rzucało w oczy.
Drugą denerwującą rzeczą były końcówki misji/kampanii kiedy to kazano nam bronić się przed falami Niemców. Przykro mi, ale to może i było intensywne przeżycie, ale równie mocno frustrujące, głównie z powodów podanych wyżej. Nie miałbym nic przeciwko jednej takiej sytuacji w ciągu całej gry, ale tak jest ze 4-5 razy.
Nawet nie warto chyba wspominać, że przeszedłem Outruna Online, bo to zajmuje jakieś 5 minut (no 30 jeżeli chcemy dojechać do wszystkich met). Teraz sobie walczę w trybie Heart Attack.
Z kolei z kolegą Michałem odpaliłem Castle Crashers w coopie przez Live. Grało się miło i generalnie bez lagów, chociaż przestaliśmy grać bo zaciął nam się przeciwnik i nie mogliśmy go zabić (a co za tym idzie, pójść dalej). Muszę przyznać, że The Behemoth musiało masę rzeczy narysować i niespecjalnie się dziwię, że zajęło im to tyle ile zajęło.
Na pierwsze spojrzenie na Battlefield 1943, to chyba jeszcze za wcześnie patrząc na problemy z połączeniem się z serwerami. Tyle co grałem, to się bawiłem doskonale. Nie przeszkadzają mi w ogóle uproszczenia, w porównaniu do 1942, prawdę mówiąc, witam je z radością. No, ale muszę chyba pograć ze znajomymi, bądź innymi zgranymi ludźmi, żeby się do końca wypowiedzieć,

sobota, 20 czerwca 2009

Podsumowanie tygodnia XXXII

Ponieważ Microsoft nie przedstawił na E3 nowej wersji konsoli, ani nie obniżył ceny 360ki, postanowiłem wreszcie dokonać skoku w obecną generację konsol i kupiłem Xboksa 360 Pro (czy tam Premium).


Cena była przyzwoita (i w dodatku jakieś 200 metrów od mojej pracy), więc na piechotę udałem się do Świata Gier. Po powrocie do domu i strzeleniu tego doskonałego zdjęcia wziąłem się za podłączanie. I spotkał mnie niezły zonk, kiedy moim oczom ukazała się następująca wtyczka do kontaktu:

Wkurzony już miałem się ubierać i jechać do sklepu, ale Cubituss uświadomił mi, że przecież mogę podłączyć dowolny kabel komputerowy i też będzie wszystko działało (swoją drogą, zasilacz do Xa jest objętościowo chyba większy niż PS2 slim). No i jak mi powiedziano, tak zrobiłem.
I co? Jest świetnie.


Do konsoli doszły mi również trzy gry z Goozexa.eu. Nie są to może najnowsze hiciory, ale każda gra jest warta chyba zagrania. Oczywiście zanim zabiorę się za te tytuły, najpierw zabrałem się za coś, co już wcześniej kupiłem.
Na początek poszedł TMNT 89 Arcade. Niestety, granie samemu w ten tytuł uświadomiło mi, że to nie jest tak dobra gra, jaką ją pamiętam. O ile powiedzmy w Final Fighta czy Vendettę da się grać w pojedynkę, to ta gra definitywnie powstała z myślą o 3-4 graczach. Jak nie znajdę osób do wspólnego grania, chyba też będę musiał poważnie przemyśleć zakup TMNT 4: Turtles in Time, które niedługo się ma pojawić na XBLA.
Później wziąłem się za odpalanie paru demek. UFC Undisputed rządzi, chociaż czuje że będę musiał długo ćwiczyć zanim to wszystko opanuję. Ale grę kupię, bo goście się nieźle nawalają. Nawet jeżeli moja krótka przygoda z UFC zakończyła się na Ortiz vs Shamrock 3.
Podobnie rządzi Fight Night Round 04 i pewnie też ją kupię.
Następne w kolejce było Perfect Dark Zero. Wiedziałem, co ludzie o tym tytule myślą, zanim w grę zagrałem. I niespecjalnie mnie to przerażało. Ludzie zwykle przesadzają. No właśnie, zwykle. Po przejściu tutoriala wykasowałem grę z dysku i wątpię, żebym ją kiedykolwiek ponownie odpalił. Ciężko mi wskazać jednoznacznie co było najgorsze. To taka kombinacja kiepskiego sterowania (mimo wielu opcji dostosowania, nie udało mi się porządnie ustawić czułości), biednego AI i kiepskiego designu poziomów. I znowu, pewnie w coopie gra się lepiej (zresztą w co sie nie gra lepiej), ale wątpię żeby mi było dane tego spróbować. Jest na to 4 lata za późno.
Postanowiłem więc sięgnąć po coś znajomego. Wybór padł na Tomb Raider: Legend, którego już raz skończyłem na pierwszym Xboksie. I tak się zagrałem, że przeszedłem ją po raz kolejny.
Nie powiem, było parę kurew i prawie rzucania padem w telewizor (głównie podczas walki z tym czymś w Anglii). Niestety, gra ma kiepskie, hmm, w zasadzie nie wiem pod co to podpiąć. Chodzi o to, że kiepsko wybiera w co chcę rzucić tą swoją śmieszną linką. Zamiast rzucać w dźwignię, która jest prosto przede mną, gra decyduje że chcę rzucić w tę bardziej w prawo. No i te denne momenty na motorze. Prócz tego, doskonała gra.
Następnie wziąłem się za granie w Crackdowna. Fatalnie, że tej gry nie można instalować na dysku. Jeżeli jakaś gra bardzo tego potrzebuje, to właśnie Crackdown. Ciekawe jak to rozwiążą w Games on Demand, bo z obrazków wynika że tę grę będzie można kupić.
No, ale nic, nie zważając na "wycie" czytnika wziąłem się za oczyszczanie Pacific City z szumowin. No dobra, więcej czasu spędziłem na bieganiu po dachach i szukaniu kul, niż na zabijaniu ludzi Los Muertos. No, ale w końcu wyczyściłem jedną z wysp z przestępców i ruszyłem na kolejną.
Podoba mi się to, co Realtime Worlds zrobiło z silnikiem Renderware. Ładnie wszystko wystylizowali, więc nieźle gra sobie radzi z upływem czasu.

wtorek, 2 czerwca 2009

Podsumowanie tygodnia XXXI

Wiedziałem, że o czymś tydzień temu o czymś zapomniałem.

Niektóre gry mam już tak długo, że zapominam się nimi pochwalić. No więc się chwalę. Kupiłem jakiś czas temu Odin Sphere oraz Grand Theft Auto: Vice City Stories na PS2.

Odkupiłem również Saturna. W prezencie dostałem nawet grę - Command & Conquer. Jednak niespecjalnie mam ochotę grać w to na konsoli.

Za to miałem ochotę zagrać w dodatki do pierwszego Half-Life. Na początek poszedł Opposing Force. Jakoś wcześniej nie miałem okazji jego skończenia. Powiem tak, albo coś nie tak z moim monitorem, albo ta gra jest bardzo ciemna i prawie zawsze wygodniej się chodziło z noktowizorem. No i trochę za dużo walki jak na mój gust było. Ale mimo wszystko, nie żałuję tych 5zł, które za dodatek dałem.
Po zakończeniu przygód Adriana Shepharda, postanowiłem pójść za ciosem i wcielić sie w ochroniarza Barneya. Blue Shift podobało mi się lepiej niż OpFor, chociaż było nieco krótsze. I pomijając dwóch zagadek z beczkami, całkiem proste.
Aha, te gry przypomniały mi jak silniki Quake'a fatalnie nadawały się do elementów platformowych. Ślizganie się (w dodatku ruchome przedmioty bez żadnej sensownej wagi) jest gorsze niż chodzenie po pijaku po lodzie.

Tak na marinesie, drogi redaktorze poczytnego pisma z grami. Wciąż wisisz mi płytę :D

Moja przygoda z Final Fantasy IV powoli sunie do przodu. Tak na mój gust, jestem gdzieś w połowie gry (z 17 godzinami na karku). I niestety, gra wcale się nie polepszyła. Wciąż nie podoba mi się system walki, ani to że nie mogę sobie wybrać profesji. A Sage z 90 MP do najlepszych nie należy. Ale powoli prę do przodu, mimo wszystko. Bo fabuła jest jednak ciekawsza niż w poprzedniczkach.

niedziela, 24 maja 2009

Podsumowanie tygodnia XXX

A miało być tak pięknie - wywiady, wino, kobiety i śpiew. I co? I dupa. No faktycznie, jakby nie patrzeć nieco odpuściłem sobie, nawet to rzadkie "blogowanie". Mógłbym podać kilkanaście, mniej lub bardziej istotnych powodów, dla których tak się stało. Ale to naprawdę nie jest ważne. Przechodząc więc do meritum, udało mi się dość istotnie powiększyć moją kolekcję (a tym samym kupkę wstydu).



Korzystając z cotygodniowej promocji w internetowym sklepie Zavvi, udało mi się dość tanio dostać Lost Planet: Extreme Conditions- Colonies Edition. W porównaniu do standardowej wersji wprowadzono achievementy, jakieś dodatkowe mapy do gry multi (co mnie absolutnie nie interesi) oraz cross platformową rozgrywkę między pecetami i 360. Też akurat nie zależy mi na tym. Z ciekawostek, darmowy miesiąc Live'a, niespecjalnie wiem po co (chyba był swego czasu do cross-platformowych rozgrywek potrzebny na pececie).



Do tego, kolejny rpg do kolekcji na DSa. Tym razem piąta (choć oczywiście w Europie bez numerka) część sagi Dragon Quest przez większość osób uważanych za najlepszą odsłonę serii. Będzie jak znalazł, kiedy już uwinę się z Fajnalami.


Po dwóch tygodniach podróży również Warriors Orochi 2 na Xboksa 360. Zawsze chciałem zagrać w jakąś grę z serii Orochi (Dynasty Warriors i spółka), ale jakoś nie miałem okazji. No, ale chyba niedługo nadarzy się okazja. I nawet jeżeli mi nie podpasuje, to niewiele stracę, bo gra kosztowała mniej niż 50zł.


Nieco rzutem na taśmę przyszedł Crackdown, kupiony od jednego z forumowiczów Polygamii. Swego czasu pograłem trochę w demo i bardzo mi się podobało. Trochę szkoda, że będę musiał się męczyć z głośnym napędem Xboksa, bo tej gry nie da się zainstalować na HDD. Naprawdę głupi krok z ich strony. Od razu zakupiłem też DLC do tej gry. Drogawo, bo całe 800 punktów (w 2 lata po premierze), ale jakby nie patrzeć to były darmowe punkty, więc nie ma co za bardzo narzekać.

Nieco więcej gier doszło dzięki dystrybucji cyfrowej. Na wyprzedażach Steamowych zakupiłem bowiem Sam & Max: Season 2, Call of Duty 5: World at War, Slamit Pinball: Big Score, Flatout: Ultimate Carnage oraz Braid.
Flatout nie daje takiego uczucia prędkości jak w Burnoucie, ale i tak jest nieźle. W dodatku ładnie wygląda i dobrze działa (no i ma achievementy w wersji pc, więc jest i kolejna zaleta).
Moja miłość do achievementów jest tak duże, że zamiast 15 dolarów, wydałem na Braida 13 euro. No dobra, trochę żartuję, ale faktycznie Braida mogłem kupić taniej, ale jednak wybrałem bardziej uznany serwis, jakim jest sklep Valve.
Gra Jonathana Blowa jest dobra. Jest parę rzeczy, które w niej mnie denerowowały, typu mechanika, która nigdy wcześniej nie jest wyjaśniana (zagadka z obrazem), czy użycie . Jasne, te dwa momenty nie są potrzebne do przejścia gry. Ale kiedy chce się ułożyć cały obrazek, to ma się przechlapane. No bo gra, choć zaczyna się jak po prostu kolejny klon Mario, w którym można manipulować czasem. Ale w drugim i kolejnych światach z platformówki, gra zmienia się w grę logiczną, w której trzeba się wykazać odrobiną zręczności.
Dość powiedzieć, że grę przeszedłem w dwa wieczory w zasadzie w 90%. Pozostałe 10 to speed runy, których wiem, że nie ruszę. To już nie te czasy, kiedy miałem czas i ochotę na ściganie się z zegarkiem.

Udało mi się też przejść Canis Canem Edit, zaledwie 3 lata po kupieniu gry (grę kupiłem w dniu premiery wersji PS2). Na swoją obronę powiem tylko że za pierwszym razem ukradziono mi ps2 wraz z posiadanym tam save’m (inna sprawa, że akurat wtedy w grę nie grałem, ale byłem już w jakiś 50-60% gry).
Powiem tak, Bully jest bardzo dobrą grą, moim zdaniem lepszą niż Grand Theft Auto: San Andreas. Przede wszystkim, wszystko jest ładnie skondensowane bez niepotrzebnych wypełniaczy. Jasne, są zadania poboczne, ale tu naprawdę nie trzeba ich robić. Jedyne co dają, to pieniądze, których i tak mamy pod dostatkiem i tylko jeżeli chcemy zrobić 100% gry.
Misje są zdecydowanie krótsze, więc nawet brak checkpointów niespecjalnie przeszkadza. Chociaż prawdę mówiąc, mało kiedy musiałem jakąś misję powtarzać, bo poziom trudności nie należy do najwyższych. No i przede wszystkim świat jest zdecydowanie lepszy niż w przypadku GTA.
Dzięki skondensowaniu świata, często spotykamy znane sobie osoby. Osoby, które mają własny charakter. Charakter często gorszy niż główny bohater. No bo właśnie, Jimmy mimo że trudno go nazwać osobą godną naśladowania, ale to jednak postać pozytywna. Chce, żeby go zostawiono w spokoju, a w szkole zapanował jako taki spokój. Cóż z tego, że w tym celu kradnie, szantażuje, włamuje się i niszczy cudze mienie. Nie robi to dla swojego dobra. Szczerze? Jimmy jest bardziej wiarygodny niż CJ, Nico i Tommy razem wzięci.
Oczywiście, są też i wady. Framerate w wersji PS2 nie należy do najlepszych, ale to raczej było do przewidzenia, bo GTA też nienajlepiej działały. Inne wersje powinny działać lepiej, chociaż i ponoć one nie są bez błędów.

Chwilowo dałem sobie spokój z Final Fantasy I (w zasadzie chciałem w coś pograć na DSie, a nie miałem przy sobie carta z grą). A ponieważ miałem przy sobie grę FF3, to zacząłem grać w tę część. I musze przyznać, że tak się wciągnąłem, że aż grę przeszedłem. Podobał mi się pomysł, z możliwością zmiany profesji postaci niemal w dowolnym momencie (oczywiście, spośród zawodów, które udało ci się już odblokować).
I tak po prawdzie, prócz ostatniego bossa, do którego się mocno wygrindowałem, nie było wcześniej specjalnie takiej potrzeby. Tylko szkoda, że ostatnie dwa dungeony trzeba było przejść bez żadnego zapisu gry (stąd też m.in. moje grindowanie, bo po 2 porażce z ręki bossa, nie miałem ochoty ginąć po raz trzeci).


Po skończeniu Final Fantasy III, prawie od razu wziąłem się za Final Fantasy IV. Gra niestety, nie podoba mi się tak jak trójka. Nie wiem, czy to wina głównego bohatera. Ale chyba najbardziej wkurza mnie interfejs. Widać, że pracowali nad tymi grami różni ludzie, i niestety, ci z czwórki zdecydowanie gorzej sobie poradzili. Przykład? Uruchamiam grę i chcę wczytać ostatni stan gry. Wybieram load, wybieram slot, pojawia się opcja czy jestem pewien że chce grę wczytać. Teraz tylko trzeba przeskoczyć z nie na tak i wcisnąć A. Kocham takie niepotrzebne potwierdzanie. Żeby chociaż tam od razu na tak było nastawione, ale nie. W dodatku zupełnie nie podoba mi się system walki. Nie jest ani turowy, ani w czasie rzeczywistym i moim zdaniem bierze więcej złego niż dobrego z obydwu.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Podsumowanie tygodnia XXVII

Nie to, że mi się przez dwa tygodnie nie chciało, ale to był naprawdę mało interesujący okres. Co więcej, nic wtedy sobie nie kupiłem (tzn. kupłiem parę gierek na ipoda, ale co to za zakupy?).
W zeszłym tygodniu za to złamałem się i kupiłem Burnouta Paradise w wersji PC. Muszę przyznać, że byłem bardzo zadowolony po zagraniu w wersję demo i byłem nawet zdecydowany kupić grę w dniu premiery. Niestety, praktycznie nigdzie w Warszawie nie można było tej gry kupić w cenie 99zł (a taką cenę niekótre MM miały). Ale na szczęście, w Łodzi można kupić Burnouta za tą cenę, więc się złamałem.



I jak wspomniaem, jestem bardzo zadowolony. Gra działa szybko i wygląda obłędnie w 1080p (no co, muszę poszpanować). I w zasadzie nie licząc paru gier z Apps Store, to tyle moich zakupów growych.

Jak mówiłem, Burnout jest naprawdę świetną ścigałką, a samo otwarte miasto nie tylko mi nie przeszkadza, ale bardzo się podoba.
Jasne, początkowo bardzo przytłacza ilość możliwych dróg. Dodatkowo jeszcze jest cała masa skrótów (na szczście dobrze oznaczonych), które niekoniecznie jednak prowadzą w tym kierunku, w którym byśmy chcieli. Interfejs jest całkiem, całkiem, chociaż zdecydowanie został pomyślany pod konsolowego pada. Odnalezienie gdzie dodać przyjaciół do listy jest niepotrzebnie skomlikowane. W ogóle, do poruszania się po menu trzeba się przyzwyczaić i nauczyć, co gdzie jest. Samej gry niewiele liznąłem, ledwo licencję C zaliczyłem. Ale próbowałem grać przez sieć (zreszt w demie te można). Jest to jedna z najepszych integracji online, jaką kiedykowliek widziałem. Jasne, trzeba założyć konto na serwerach EA, ale później tylko 2 wciśnięcia przycisku i już się ścigamy online. Oby więcej takich produkcji.
Prócz Burnouta, pomęczyłem jeszcze trochę Mount & Blade. Nadal nie dołączyłem się do żadnej frakcji i po prostu jedżę po całej mapie z watahą ludzi i biję innych. Doskonała gra, i trochę szkoda, że tak mało się o niej mówi. Pewnie dlatego, że nie wygląda jak Crysis.
Po wprowadzeniu mojej kolekcjo do serwisu Backloggery (i złapaniu się za głowę, jakie mam zaległości), postanowiłem nieco nadrobić zalegloci w niekótrych grach, które zacząłem ale nigdy nie skoczyłem. Na początek wybór padł na Penny Arcade Adventures Episode One. Niestety, okazało się, że nie mam starego save'a (fakt, grałem przed formatem), więc musiałem zacząć grę od zera. Na szczęście, poszło mi tym razem dużo szybciej niż pamitałem i po 6 godzinach jestem na ostatnim bossie. Byłoby szybciej ale starałem się zebrać wszystkie śrubki. Miła gra, tylko szkoda, że prócz walki tak naprawdę niewiele tu jest.
No i moje obiecane gierki na Ipoda. Kupiłem ich już parę, toteż pozwolę sobie powiedzieć parę słów o niektórych.
Galcon, to gra przypominająca zasadami Risk, z tym że gramy w nią w czasie rzeczywistym, dzięki czemu każda z rozgrywek trwa góra dwie minuty. W dodatku można grać online, czyli jest lepiej niż średnia.
Tiki Towers przypomina popularne World of Goo, z tym, że nie sterujemy glutami, tylko małpkami i mamy do dyspozycji bambusowe patyki.
The Creeps, 7 Cities oraz geoDefense to gry z gatunku Tower Defense. Są ładne i wciągajce. Ta ostatnia jest chyba najtrudniejsza z nich wszystkich. Dlatego jej przechodzenie zostawie sobie na sam koniec.
Pinball Dreaming, to, pewnie nie uwierzycie, Pinball Dreams znany z Amigi i innych komputerów. Są cztery stoły (z zaktualizowaną grafiką, ale można grać "po staremu"). Jeżeli co mam do zarzucenia, to fakt że łatwo zatiltować maszyną (wiadomo, trzeba trząść ipodem). Ale sama gra jest praktycznie identyczna co oryginał. Co więcej, twórcy zapowiadają, że niedługo pojawi się także Balls of Steel oraz Pinball Fantasies (to jeszcze tylko Psycho Pinball i Pinball Illusions i jestemy w domu).
No i oczywicie kupiłem te Rolando, czyli klona Loco Roco. Sterowanie jest trochę "narowiste", ale to może moje zbyt małe doświadczenie z akcelerometrem w ipodzie wychodzi, nie mam pojęcia.
Mimo wszystko, gra jest naprawdę fajna i szkoda, że oryginał wymaga wciskania przycisków do pochylania terenu. No i dziw, że jeszcze nie pojawia się podobna gra tyle że na Wii.
Ostatnią grą jest Biplane, czyli prosty "symulator", w którym latamy sobie samolocikiem i strzelamy do balonów i innych statków. Ładna grafika, niezłe sterowanie i niewysoka cena. Znaczy się wszystko to, co potrzeba po dobrej grze na telefon.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Podsumowanie tygodnia XXVI

No i dzień po ostatnim poscie przyszedł wreszcie Dark Sector z TheHut. Ponieważ funt niestety jest mocno drogi teraz, to chyba czas nieco przystopować z zakupami na wyspach.
Rzutem na taśmę (bo 30) też skorzystałem z promocji w Media Markt i zakupiłem sobie Crysisa i King's Bounty: Legenda po 29zł sztuka. Miałem nic nie kupować, ale akurat musiałem po coś jeszcze wpaść do Idiotów, więc zrobiłem sobie dodatkowy prezent imienionowy.

Moim nowym nałogiem jest Mount & Blade. Jestem zszokowany jak bardzo ta gra mnie wciągnęła. Niby tylko się jeździ na koniu i tnie się biednych ludzi. Tzn, próbuje się ciąć, bo trafienie kogoś to nie jest taka prosta sprawa. Powiedziałbym, że to cholernie ciężka sprawa. Nawet trafienie kogoś z kuszy z odległości większej niż kilkanaście kroków nie jest łatwym zadaniem (o łuku nie wspominając). Zwerbowałem parę chłopa (po uprzednim zabiciu parunastu rabusiów) i jeżdżę sobie po okolicy szukając okazji do zarobku. Dodatkowo w miastach "tracę czas" na bijatykach na arenie. Dzięki temu udało mi się całkiem przyzwoicie zarabiać (250 dinarów za wygraną), a dodatkowo podnosze sobie umiejętności walki różnymi brońmi. Same zalety.
Zdecydowanie jedno z najlepiej wydanych 7,5E w historii. Szkoda tylko, że Steam z niewiadomych przyczyn nie zlicza mi godzin spędzonych w tej grze (przez co mi średnia mocno padła).

Prócz M&B, udało mi się jeszcze zdobyć kolejne osiągnięcie w Portalu (Long Jump). Wreszcie znalazłem dobre miejsce, gdzie mógłbym skakać na odległość bez większego problemu. Pozostają mi tylko jeszcze osiągnięcia z map dodatkowych teraz do zrobienia.

Parę godzin zrobiłem też w pierwszym Fajnalu. Ciężko powiedzieć jak daleko zaszedłem (na liczniku 12 godzin). Wiem, że mam już pierwszy z czterech kryształów i jestem w miejscu gdzie powinien być drugi. Wciąż gra mnie frustruje wszechobecnymi walkami, choć ostatnio zauważyłem, że część wrogów nawet zaczyna uciekać przede mną (oczywiście dotyczy to np. jednego z 8 wilków, a nie całego stada). Jeszcze trochę i się zacznę mocno wkurzać i wywalę tę grę w cholerę od razu odpalając Final Fantasy III.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Podsumowanie tygodnia XXV




Ostatnie pokłosie zakupów (został jeszcze tylko Dark Sector). Doszedł zamówiony w Game Blue Dragon (w zasadzie dwa egzemplarze, choć tylko jeden jest mój). Dodatkowo jeszcze Stalker: Czyste Niebo w jakiejś edycji limitowanej (pewnie tylko dzięki niepapierowemu pudełku). A od jednego z forumowiczów Polygamii zakupiłem Gradiusa V. Nie był tani, ale to gra Treasure, a w dodatku dobra gra Treasure, więc jest tego warta.
Pokazałbym jeszcze Ipod Toucha, którego kupiłem, ale nie pokażę. Bo się popsuł i poszedł do naprawy. Po 4 dniach. Przegrzał się, kiedy włączyłem mu wi-fi. Na (nie)szczęście kupiłem na niego parę rzeczy już. Prócz płatnego upgrade'u firmware (yeee kochamy Apple), zakupiłem też parę gierek. Galcon, to coś w stylu Riska w kosmosie, tyle że dziejącego się w czasie rzeczywistym. W demie jest tylko jeden tryb gry (w pełnej jeszcze parę dodatkowych, chociaż niestety nic specjalnego). Kupiłem też Rolando, czyli kopię LocoRoco. Trochę muszę się przyzwyczaić do sterowania, gdyż jak dla mnie jest trochę za bardzo "narowiste".
A sam Touch? Ładny, sprawny, chociaż nie rozumiem jak można mieć kalendarz bez takiej podstawowej funkcji jak kategorie zdarzeń (co też mocno mnie wkurza w symbianie). Fakt, że nie moge sobie posortować rzeczy wg daty wgrania na ipoda też jest dla mnie jakimś dziwnym wymysłem (o dziwo, w symbianie też się nie daje). No cóż, chyba za bardzo rozpuścił mnie Windows Mobile.

No dobrze, tyle z zakupowych nowości. Przejdźmy do grania. Tu niespecjalnie wiele się wydarzyło. Pograłem parę godzin w Left 4 Dead (w tym po raz pierwszy "z marszu" skończyłem choćby jedną kampanię - wcześniej grałem po każdym z rozdziałów osobno). Bardzo miło się przy tym bawiłem (szczególnie, że nie grałem sam). Jeżeli czegoś chciałbym w zawartości dodatkowej, to zdecydowanie bardziej "survivalowych" elementów. Np, żeby amunicji było mniej, ale żeby doszły jakieś bronie "białe" - siekiery, widły, piły łańcuchowe itp.
W końcu tego należy się spodziewać po filmach o zombie, nie strategicznie poukładanych składów z amunicją. No dobra, czepiam się, ale naprawdę to byłoby fajne doświadczenie.

Prócz L4D po raz kolejny przeszedłem sobie Portala, tym razem żeby zrobić sobie achievementa - Terminal Velocity (świetnie się do tego nadaje poziom 18). Niestety, wciąż nie udało mi się zrobić osiągnięcia ze skokiem dłuższym niż 300 metrów (stawiam dwa portale obok siebie - jeden w ścianie, drugi w podłodze i wskakuję, ale mi takiego skoku nie zalicza). Może poszukam jakiegoś rozwiązania w internecie.
Prócz Portalu i L4D, jedyne na co miałem czas, to pierwsze Final Fantasy w wersji na GBA. Może ta gra jest faktycznie za łatwa (albo ja za bardzo się zagrindowałem), ale jak do tej pory nie miałem z grą większego problemu.
To co mnie mocno w grze wkurza, to losowe walki. Ja wiem, że to tylko rimejk gry sprzed 20 lat, ale można byłoby się trochę do tego przyłożyć. Czy naprawdę warto zostawiać sytuację, kiedy na drużynę na 22-23 poziomie napada 4 ludzików z poziomu 1? Ci wrogowie nie stanowili śmiertelnego zagrożenia kiedy ja miałem 1-2 poziom, więc cóż teraz mogą mi zrobić? Zabrać 0,02% życia?
Co najwyżej marnują mój (cenny) czas. Nawet jeżeli nie dało się wprowadzić elementu, gdzie dużo słabsi przeciwnicy po prostu uciekają na mój widok, to może choćby jakaś wersja automatycznej bitwy? Niestety, widać, że niektóre gry się bardzo, ale to bardzo postarzały. Ale cóż, trzeba grę przejść, żeby zabrać się za kolejne odsłony.

No i to wszystko na ten tydzień.

niedziela, 18 stycznia 2009

Podsumowanie tygodnia XXIV

Końcówka szaleństwa grudniowych zakupów (trzeba zacząć oszczędzać, no i waluty nieco drożeją). Ale jak widać jest w czym wybierać.


Od kolegi Michała wreszcie otrzymałem (po kilku miesiącach oczekiwania) Red Stara, grę która powinna wyjść w jakimś 2002 roku, niestety Acclaim padło i gra przeleżała kilka lat czekając na nowego wydawcę. A szkoda, bo gra jest naprawdę fajnym shooterem dla dwóch osób. Miłośnicy chodzenia i strzelania na pewno będą zadowoleni.
Przy okazji zakupowego szaleństwa, wymieniłem sobie napęd dvd. Poprzedni pionieer (116d) przez jakiś czas szwankował, więc wybrałem 216 na sata. Pech chciał, że po zakupie stary model znowu zaczął działać (chyba się przestraszył swego losu). No, ale i tak go wymieniłem.
Z Wielkiej Brytanii przyleciało do mnie kilka nowych gier. M.in. czwarta część serii Dragon Quest (Square-Enix chyba lubi motać Europejczykom w głowach, bo żadna z części gier u nas wydanych nie ma oficjalnego numerka). No, ale gra musi poczekać na to, aż przejdę Fajnale 1-4 (czyli pewnie parę miesięcy).

A propos Final Fantasy IV to widać, też dotarło (razem z Lost Odyssey i najnowszymi przygodami Lary Croft). Niestety, wszystkie gry poczekają na lepsze czasy. Np, aż przejdę poprzedniczki.

Jeżeli chodzi o gry, to zostały jeszcze tylko dwie, a mianowicie Stuntman: Ignition i John Woo's Stranglehold Collector's Edition. Obydwie były na dobrej wyprzedaży w Game, więc nawet jeżeli trudno mówić, że to doskonałe gry, to i tak na pewno nie przepłaciłem.


No i na koniec najnowszy nabytek, telewizor do sypialni/tv/konsol, czyli Samsung LE32A756. Skorzystałem z okazji i kupiłem ten model w Saturnie "bez vatu". Przyzwoita cena, taniej niż na
alledrogo, więc nic nie mogę narzekać. No, może pilot mi się nie podoba, bo przyzwyczaiłem się do wcześniejszego modelu. Chyba trzeba będzie pomysleć nad jakimś harmony logitechu. Ale tv jest dobry. Może czerń nie jest absolutnie czarna, mnie to wali, od 5 lat nie uzywam crtków, więc do obrazu lcd się po prostu przyzwyczaiłem. Ale L4D na dużym telewizorze wygląda jeszcze straszniej niż na monitorze.

No i to tyle, z tego co już do mnie dotarło (a dotarło prawie wszystko).

Udało mi się w nowym roku przejść już całe dwie gry. Z Ghostem "zmęczyliśmy" Gearsy w coopie na hardcore. Niestety, MS ograbił mnie z co najmniej 60 punktów, bo nie zaliczył mi kilku
achievementów (np. przejścia całej gry Donem, czy przejścia całej gry na casualu /chociaż mam każdy z rozdziałów zaliczony/). No cóż, nie chce mi się chwilowo ponownie przechodzić gry, więc sobie daruję, ich strata.
Drugą grą, którą udało mi się skończyć to druga część Phoenixa Wrighta. Jest równie dobra co część pierwsza, chociaż przydałoby się więcej wykorzystywania DSa. Niestety Play-Asia podniosła cenę części trzeciej do 25$ (z 20), więc chwilowo daruje sobie jej zakup, mam w co grać przecież. A miejsce Phoenixa zajął cart Final Fantasy 1&2 na GBA. Chwilowo przechodzę część pierwszą, ale trwa to strasznie powoli. Tzn. pewnie mógłbym ruszyć dalej, ale na wszelki wypadek jeszcze grinduję postaci, żeby sobie sprzęt lepszy kupić i parę poziomów nabić.
Postanowiłem też nieco zapoznać się z Left 4 Dead. Ponieważ chcę na początek zapoznać się z poziomami i samą rozgrywką, gram sobie offline z botami. Nie jest tragicznie, chociaż zdaje sobie sprawę, że to jak lizanie lodów przez szybę. Mimo wszystko jestem całkiem zadowolony z ich "głupoty". Nie stają na lini ognia, potrafią sobie samemu radzić, owszem nie wiedzą po co na ziemi walają się karnistry z propanem (czy czymś innym), ani do czego służy zamontowany minigun, ale nie wymagam zbyt wiele.
Pograłem też nieco w Yakuzę 2. W porównaniu do jedynki widać sporo zmian na lepsze. Przede wszystkim brak jest ochydnego angielskiego dubbingu, gdzie co drugie słowo to fuck. A napisy i japońskie głosy dają naprawdę ciekawy klimat. Sama gra niespecjalnie się zmieniła. Sporo jest łażenia i jeszcze więcej bicia ludzi po pyskach. System walki uległ widocznej poprawie, ma się więcej kontroli nad tym co się dzieje.

No i to tyle, z dwóch tygodni. Chyba sporo.