niedziela, 22 marca 2009

Podsumowanie tygodnia XXVIII

A może raczej podsumowanie miesiąca? No bo niestety, tyle minęło od ostatniego postu. Cóż, zdarza się.


Jak widać zakupiłem sobie PS2. Niestety, moja stara gruba konsola przestała sobie radzić z czytaniem płyt cd (więc odpada granie w gry z PSXa czy kilka gier z PS2).
Skorzystałem z promocji w Saturnie i nabyłem slima. Zdziwiłem sie jej rozmiarem (chociaż miałem już wcześniej slima, ale z zewnętrznym zasilaczem). Korzystając z okazji odpaliłem Gradiusa V by świętować Intergalactic Shmuppreciation Month 2009. Moje zdolności zdecydowanie się pogorszyły od momentu ostatniego kontaktu z Gradiusami. Uczę sie poziomów od nowa (czyt. gram na very easy) i już nawet radzę sobie z drugim poziomem. Za rok, będę mógł już startować w konkursie organizowanym przez Vic Vipera.


Trochę szkoda że nie poczekałem z zakupem World of Goo, bo na Stemie była promocja, no ale przynajmniej dałem zarobić lokalnemu dystrybutorowi (i zachęcić go do kolejnych akcji w przyszłości). jeszcze nawet gry nie odpaliłem, więc nie mam pojęcia jak dobra jest.



Ostatnim nowym zakupem jest Marvel vs Capcom 2 w wersji japońskiej na Dreamcasta. Muszę przyznać, że udało mi sie ją kupić za naprawdę przyzwoite pieniądze (połowę tego co ustawiłem na allegro). Jako bijatyka, seria "vs" jest przyjaźniejsza od typowych bijatyk Capcomu i bardziej widowiskowa. Czyli coś dla mnie, zblazowanego i zabieganego faceta. Żeby jeszcze tylko Capcom zechciał wydać ją jeszcze raz z poprawionymi sprite'ami byłbym zachwycony, bo niestety średnio wyglądają w porównaniu do wciąż ładnych plansz. Na to jednak chyba trzeba będzie poczekać, aż Capcom oficjalnie zapowie wydanie gry na X360/PS3. Kogo obchodzi, że gra jest potwornie niezbalansowana?

Zaledwie po godzinie od ostatniej wiadomości udało mi się przejść Penny Arcade Adventures: Episode One. Myślę, że zajęłoby mi to dłużej, ale w końcu wpadłem na to, że lepiej zmniejszać zadawane obrażenia przez bossa, niż zwiększać zadawane przez nas samych.
Udało mi się również przejść jedną z gier na Ipoda - Heavy Mach. To całkiem przyjemna strzelanka, w której jedziemy w prawo czołgiem i strzelamy.
Najwięcej jednak czasu spędzam na LEGO Star Wars: The Original Trilogy. Grę przeszedłem dość szybko, ale w chwili obecnej próbuję ją zmaksować. Jak narazie mam 75 złotych klocków na 99 możliwych. Na szczęście "wykupiłem" już nieśmiertelność, wykrywacz pojemników oraz wynik x2, więc dużo łatwiej się pokonuje wszystkie poziomy. Nie wiem jednak czy wytrzymam z grą na tyle długo, by przejść speedruny.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Podsumowanie tygodnia XXVII

Nie to, że mi się przez dwa tygodnie nie chciało, ale to był naprawdę mało interesujący okres. Co więcej, nic wtedy sobie nie kupiłem (tzn. kupłiem parę gierek na ipoda, ale co to za zakupy?).
W zeszłym tygodniu za to złamałem się i kupiłem Burnouta Paradise w wersji PC. Muszę przyznać, że byłem bardzo zadowolony po zagraniu w wersję demo i byłem nawet zdecydowany kupić grę w dniu premiery. Niestety, praktycznie nigdzie w Warszawie nie można było tej gry kupić w cenie 99zł (a taką cenę niekótre MM miały). Ale na szczęście, w Łodzi można kupić Burnouta za tą cenę, więc się złamałem.



I jak wspomniaem, jestem bardzo zadowolony. Gra działa szybko i wygląda obłędnie w 1080p (no co, muszę poszpanować). I w zasadzie nie licząc paru gier z Apps Store, to tyle moich zakupów growych.

Jak mówiłem, Burnout jest naprawdę świetną ścigałką, a samo otwarte miasto nie tylko mi nie przeszkadza, ale bardzo się podoba.
Jasne, początkowo bardzo przytłacza ilość możliwych dróg. Dodatkowo jeszcze jest cała masa skrótów (na szczście dobrze oznaczonych), które niekoniecznie jednak prowadzą w tym kierunku, w którym byśmy chcieli. Interfejs jest całkiem, całkiem, chociaż zdecydowanie został pomyślany pod konsolowego pada. Odnalezienie gdzie dodać przyjaciół do listy jest niepotrzebnie skomlikowane. W ogóle, do poruszania się po menu trzeba się przyzwyczaić i nauczyć, co gdzie jest. Samej gry niewiele liznąłem, ledwo licencję C zaliczyłem. Ale próbowałem grać przez sieć (zreszt w demie te można). Jest to jedna z najepszych integracji online, jaką kiedykowliek widziałem. Jasne, trzeba założyć konto na serwerach EA, ale później tylko 2 wciśnięcia przycisku i już się ścigamy online. Oby więcej takich produkcji.
Prócz Burnouta, pomęczyłem jeszcze trochę Mount & Blade. Nadal nie dołączyłem się do żadnej frakcji i po prostu jedżę po całej mapie z watahą ludzi i biję innych. Doskonała gra, i trochę szkoda, że tak mało się o niej mówi. Pewnie dlatego, że nie wygląda jak Crysis.
Po wprowadzeniu mojej kolekcjo do serwisu Backloggery (i złapaniu się za głowę, jakie mam zaległości), postanowiłem nieco nadrobić zalegloci w niekótrych grach, które zacząłem ale nigdy nie skoczyłem. Na początek wybór padł na Penny Arcade Adventures Episode One. Niestety, okazało się, że nie mam starego save'a (fakt, grałem przed formatem), więc musiałem zacząć grę od zera. Na szczęście, poszło mi tym razem dużo szybciej niż pamitałem i po 6 godzinach jestem na ostatnim bossie. Byłoby szybciej ale starałem się zebrać wszystkie śrubki. Miła gra, tylko szkoda, że prócz walki tak naprawdę niewiele tu jest.
No i moje obiecane gierki na Ipoda. Kupiłem ich już parę, toteż pozwolę sobie powiedzieć parę słów o niektórych.
Galcon, to gra przypominająca zasadami Risk, z tym że gramy w nią w czasie rzeczywistym, dzięki czemu każda z rozgrywek trwa góra dwie minuty. W dodatku można grać online, czyli jest lepiej niż średnia.
Tiki Towers przypomina popularne World of Goo, z tym, że nie sterujemy glutami, tylko małpkami i mamy do dyspozycji bambusowe patyki.
The Creeps, 7 Cities oraz geoDefense to gry z gatunku Tower Defense. Są ładne i wciągajce. Ta ostatnia jest chyba najtrudniejsza z nich wszystkich. Dlatego jej przechodzenie zostawie sobie na sam koniec.
Pinball Dreaming, to, pewnie nie uwierzycie, Pinball Dreams znany z Amigi i innych komputerów. Są cztery stoły (z zaktualizowaną grafiką, ale można grać "po staremu"). Jeżeli co mam do zarzucenia, to fakt że łatwo zatiltować maszyną (wiadomo, trzeba trząść ipodem). Ale sama gra jest praktycznie identyczna co oryginał. Co więcej, twórcy zapowiadają, że niedługo pojawi się także Balls of Steel oraz Pinball Fantasies (to jeszcze tylko Psycho Pinball i Pinball Illusions i jestemy w domu).
No i oczywicie kupiłem te Rolando, czyli klona Loco Roco. Sterowanie jest trochę "narowiste", ale to może moje zbyt małe doświadczenie z akcelerometrem w ipodzie wychodzi, nie mam pojęcia.
Mimo wszystko, gra jest naprawdę fajna i szkoda, że oryginał wymaga wciskania przycisków do pochylania terenu. No i dziw, że jeszcze nie pojawia się podobna gra tyle że na Wii.
Ostatnią grą jest Biplane, czyli prosty "symulator", w którym latamy sobie samolocikiem i strzelamy do balonów i innych statków. Ładna grafika, niezłe sterowanie i niewysoka cena. Znaczy się wszystko to, co potrzeba po dobrej grze na telefon.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Podsumowanie tygodnia XXVI

No i dzień po ostatnim poscie przyszedł wreszcie Dark Sector z TheHut. Ponieważ funt niestety jest mocno drogi teraz, to chyba czas nieco przystopować z zakupami na wyspach.
Rzutem na taśmę (bo 30) też skorzystałem z promocji w Media Markt i zakupiłem sobie Crysisa i King's Bounty: Legenda po 29zł sztuka. Miałem nic nie kupować, ale akurat musiałem po coś jeszcze wpaść do Idiotów, więc zrobiłem sobie dodatkowy prezent imienionowy.

Moim nowym nałogiem jest Mount & Blade. Jestem zszokowany jak bardzo ta gra mnie wciągnęła. Niby tylko się jeździ na koniu i tnie się biednych ludzi. Tzn, próbuje się ciąć, bo trafienie kogoś to nie jest taka prosta sprawa. Powiedziałbym, że to cholernie ciężka sprawa. Nawet trafienie kogoś z kuszy z odległości większej niż kilkanaście kroków nie jest łatwym zadaniem (o łuku nie wspominając). Zwerbowałem parę chłopa (po uprzednim zabiciu parunastu rabusiów) i jeżdżę sobie po okolicy szukając okazji do zarobku. Dodatkowo w miastach "tracę czas" na bijatykach na arenie. Dzięki temu udało mi się całkiem przyzwoicie zarabiać (250 dinarów za wygraną), a dodatkowo podnosze sobie umiejętności walki różnymi brońmi. Same zalety.
Zdecydowanie jedno z najlepiej wydanych 7,5E w historii. Szkoda tylko, że Steam z niewiadomych przyczyn nie zlicza mi godzin spędzonych w tej grze (przez co mi średnia mocno padła).

Prócz M&B, udało mi się jeszcze zdobyć kolejne osiągnięcie w Portalu (Long Jump). Wreszcie znalazłem dobre miejsce, gdzie mógłbym skakać na odległość bez większego problemu. Pozostają mi tylko jeszcze osiągnięcia z map dodatkowych teraz do zrobienia.

Parę godzin zrobiłem też w pierwszym Fajnalu. Ciężko powiedzieć jak daleko zaszedłem (na liczniku 12 godzin). Wiem, że mam już pierwszy z czterech kryształów i jestem w miejscu gdzie powinien być drugi. Wciąż gra mnie frustruje wszechobecnymi walkami, choć ostatnio zauważyłem, że część wrogów nawet zaczyna uciekać przede mną (oczywiście dotyczy to np. jednego z 8 wilków, a nie całego stada). Jeszcze trochę i się zacznę mocno wkurzać i wywalę tę grę w cholerę od razu odpalając Final Fantasy III.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Podsumowanie tygodnia XXV




Ostatnie pokłosie zakupów (został jeszcze tylko Dark Sector). Doszedł zamówiony w Game Blue Dragon (w zasadzie dwa egzemplarze, choć tylko jeden jest mój). Dodatkowo jeszcze Stalker: Czyste Niebo w jakiejś edycji limitowanej (pewnie tylko dzięki niepapierowemu pudełku). A od jednego z forumowiczów Polygamii zakupiłem Gradiusa V. Nie był tani, ale to gra Treasure, a w dodatku dobra gra Treasure, więc jest tego warta.
Pokazałbym jeszcze Ipod Toucha, którego kupiłem, ale nie pokażę. Bo się popsuł i poszedł do naprawy. Po 4 dniach. Przegrzał się, kiedy włączyłem mu wi-fi. Na (nie)szczęście kupiłem na niego parę rzeczy już. Prócz płatnego upgrade'u firmware (yeee kochamy Apple), zakupiłem też parę gierek. Galcon, to coś w stylu Riska w kosmosie, tyle że dziejącego się w czasie rzeczywistym. W demie jest tylko jeden tryb gry (w pełnej jeszcze parę dodatkowych, chociaż niestety nic specjalnego). Kupiłem też Rolando, czyli kopię LocoRoco. Trochę muszę się przyzwyczaić do sterowania, gdyż jak dla mnie jest trochę za bardzo "narowiste".
A sam Touch? Ładny, sprawny, chociaż nie rozumiem jak można mieć kalendarz bez takiej podstawowej funkcji jak kategorie zdarzeń (co też mocno mnie wkurza w symbianie). Fakt, że nie moge sobie posortować rzeczy wg daty wgrania na ipoda też jest dla mnie jakimś dziwnym wymysłem (o dziwo, w symbianie też się nie daje). No cóż, chyba za bardzo rozpuścił mnie Windows Mobile.

No dobrze, tyle z zakupowych nowości. Przejdźmy do grania. Tu niespecjalnie wiele się wydarzyło. Pograłem parę godzin w Left 4 Dead (w tym po raz pierwszy "z marszu" skończyłem choćby jedną kampanię - wcześniej grałem po każdym z rozdziałów osobno). Bardzo miło się przy tym bawiłem (szczególnie, że nie grałem sam). Jeżeli czegoś chciałbym w zawartości dodatkowej, to zdecydowanie bardziej "survivalowych" elementów. Np, żeby amunicji było mniej, ale żeby doszły jakieś bronie "białe" - siekiery, widły, piły łańcuchowe itp.
W końcu tego należy się spodziewać po filmach o zombie, nie strategicznie poukładanych składów z amunicją. No dobra, czepiam się, ale naprawdę to byłoby fajne doświadczenie.

Prócz L4D po raz kolejny przeszedłem sobie Portala, tym razem żeby zrobić sobie achievementa - Terminal Velocity (świetnie się do tego nadaje poziom 18). Niestety, wciąż nie udało mi się zrobić osiągnięcia ze skokiem dłuższym niż 300 metrów (stawiam dwa portale obok siebie - jeden w ścianie, drugi w podłodze i wskakuję, ale mi takiego skoku nie zalicza). Może poszukam jakiegoś rozwiązania w internecie.
Prócz Portalu i L4D, jedyne na co miałem czas, to pierwsze Final Fantasy w wersji na GBA. Może ta gra jest faktycznie za łatwa (albo ja za bardzo się zagrindowałem), ale jak do tej pory nie miałem z grą większego problemu.
To co mnie mocno w grze wkurza, to losowe walki. Ja wiem, że to tylko rimejk gry sprzed 20 lat, ale można byłoby się trochę do tego przyłożyć. Czy naprawdę warto zostawiać sytuację, kiedy na drużynę na 22-23 poziomie napada 4 ludzików z poziomu 1? Ci wrogowie nie stanowili śmiertelnego zagrożenia kiedy ja miałem 1-2 poziom, więc cóż teraz mogą mi zrobić? Zabrać 0,02% życia?
Co najwyżej marnują mój (cenny) czas. Nawet jeżeli nie dało się wprowadzić elementu, gdzie dużo słabsi przeciwnicy po prostu uciekają na mój widok, to może choćby jakaś wersja automatycznej bitwy? Niestety, widać, że niektóre gry się bardzo, ale to bardzo postarzały. Ale cóż, trzeba grę przejść, żeby zabrać się za kolejne odsłony.

No i to wszystko na ten tydzień.

niedziela, 18 stycznia 2009

Podsumowanie tygodnia XXIV

Końcówka szaleństwa grudniowych zakupów (trzeba zacząć oszczędzać, no i waluty nieco drożeją). Ale jak widać jest w czym wybierać.


Od kolegi Michała wreszcie otrzymałem (po kilku miesiącach oczekiwania) Red Stara, grę która powinna wyjść w jakimś 2002 roku, niestety Acclaim padło i gra przeleżała kilka lat czekając na nowego wydawcę. A szkoda, bo gra jest naprawdę fajnym shooterem dla dwóch osób. Miłośnicy chodzenia i strzelania na pewno będą zadowoleni.
Przy okazji zakupowego szaleństwa, wymieniłem sobie napęd dvd. Poprzedni pionieer (116d) przez jakiś czas szwankował, więc wybrałem 216 na sata. Pech chciał, że po zakupie stary model znowu zaczął działać (chyba się przestraszył swego losu). No, ale i tak go wymieniłem.
Z Wielkiej Brytanii przyleciało do mnie kilka nowych gier. M.in. czwarta część serii Dragon Quest (Square-Enix chyba lubi motać Europejczykom w głowach, bo żadna z części gier u nas wydanych nie ma oficjalnego numerka). No, ale gra musi poczekać na to, aż przejdę Fajnale 1-4 (czyli pewnie parę miesięcy).

A propos Final Fantasy IV to widać, też dotarło (razem z Lost Odyssey i najnowszymi przygodami Lary Croft). Niestety, wszystkie gry poczekają na lepsze czasy. Np, aż przejdę poprzedniczki.

Jeżeli chodzi o gry, to zostały jeszcze tylko dwie, a mianowicie Stuntman: Ignition i John Woo's Stranglehold Collector's Edition. Obydwie były na dobrej wyprzedaży w Game, więc nawet jeżeli trudno mówić, że to doskonałe gry, to i tak na pewno nie przepłaciłem.


No i na koniec najnowszy nabytek, telewizor do sypialni/tv/konsol, czyli Samsung LE32A756. Skorzystałem z okazji i kupiłem ten model w Saturnie "bez vatu". Przyzwoita cena, taniej niż na
alledrogo, więc nic nie mogę narzekać. No, może pilot mi się nie podoba, bo przyzwyczaiłem się do wcześniejszego modelu. Chyba trzeba będzie pomysleć nad jakimś harmony logitechu. Ale tv jest dobry. Może czerń nie jest absolutnie czarna, mnie to wali, od 5 lat nie uzywam crtków, więc do obrazu lcd się po prostu przyzwyczaiłem. Ale L4D na dużym telewizorze wygląda jeszcze straszniej niż na monitorze.

No i to tyle, z tego co już do mnie dotarło (a dotarło prawie wszystko).

Udało mi się w nowym roku przejść już całe dwie gry. Z Ghostem "zmęczyliśmy" Gearsy w coopie na hardcore. Niestety, MS ograbił mnie z co najmniej 60 punktów, bo nie zaliczył mi kilku
achievementów (np. przejścia całej gry Donem, czy przejścia całej gry na casualu /chociaż mam każdy z rozdziałów zaliczony/). No cóż, nie chce mi się chwilowo ponownie przechodzić gry, więc sobie daruję, ich strata.
Drugą grą, którą udało mi się skończyć to druga część Phoenixa Wrighta. Jest równie dobra co część pierwsza, chociaż przydałoby się więcej wykorzystywania DSa. Niestety Play-Asia podniosła cenę części trzeciej do 25$ (z 20), więc chwilowo daruje sobie jej zakup, mam w co grać przecież. A miejsce Phoenixa zajął cart Final Fantasy 1&2 na GBA. Chwilowo przechodzę część pierwszą, ale trwa to strasznie powoli. Tzn. pewnie mógłbym ruszyć dalej, ale na wszelki wypadek jeszcze grinduję postaci, żeby sobie sprzęt lepszy kupić i parę poziomów nabić.
Postanowiłem też nieco zapoznać się z Left 4 Dead. Ponieważ chcę na początek zapoznać się z poziomami i samą rozgrywką, gram sobie offline z botami. Nie jest tragicznie, chociaż zdaje sobie sprawę, że to jak lizanie lodów przez szybę. Mimo wszystko jestem całkiem zadowolony z ich "głupoty". Nie stają na lini ognia, potrafią sobie samemu radzić, owszem nie wiedzą po co na ziemi walają się karnistry z propanem (czy czymś innym), ani do czego służy zamontowany minigun, ale nie wymagam zbyt wiele.
Pograłem też nieco w Yakuzę 2. W porównaniu do jedynki widać sporo zmian na lepsze. Przede wszystkim brak jest ochydnego angielskiego dubbingu, gdzie co drugie słowo to fuck. A napisy i japońskie głosy dają naprawdę ciekawy klimat. Sama gra niespecjalnie się zmieniła. Sporo jest łażenia i jeszcze więcej bicia ludzi po pyskach. System walki uległ widocznej poprawie, ma się więcej kontroli nad tym co się dzieje.

No i to tyle, z dwóch tygodni. Chyba sporo.

środa, 31 grudnia 2008

Podsumowanie tygodnia XXIII


Grudniowych zakupów ciąg dalszy. Z The Hut przyszła do mnie Yakuza 2. W część pierwszą grałem dosłownie tylko parę godzin, ale nie będę jej przechodził przed przed częścią drugą. Ponoć nie trzeba, bo w grze znajduje się wystarczająco informacji o wydarzeniach z poprzedniczki. Poza tym, chyba nie zdzierżyłbym tamtego dubbingu. Dobrze, że tu mamy tylko angielskie napisy.

Odebrałem z Ultimy także Left 4 Dead, kupione w promocji za 69.90zł. Niesamowicie się zdziwiłem, że Elektronicy/Valve nie dało żadnej instrukcji. Poważnie. Jedynie jest Quick Reference Card, z kodem do gry, informacją jak grę zainstalować i krótką rozpiską klawiszologii. No cóż, za taką cenę najwidoczniej nie powinienem się spodziewać cudów.

Odebrałem też sobie LEGO Batmana, bo gier z Lego nigdy za wiele (chociaż Indiego nie trawię). Niestety, chwilowo gra jest i pozostanie w folii. Mówi sie trudno.
Na weekendowej wyprzedaży kupiłem (w zasadzie dostałem gifta) ze Stalkerem: Cieniem Czarnobyla. Było z tym trochę kłopotów, bo gra nie pojawiała się na liście gotowych do zainstalowania. Na szczęście, wszystko skończyło się dobrze.


Ponieważ stwierdziłem, że nie da się w GTA4 grać na klawiaturze/myszce (w każdym razie ja już nie umię), stwierdziłem że zakupię sobie pada do Xboksa360. Muszę pochwalić komputronik, bo mimo że pada w sklepie nie mieli, przesyłka z magazynku do sklepu trwała mniej niż 24h. Może to ma znaczenie, że sklep jest w Warszawie, może nie, ale mimo wszystko szacun.
Gra się całkiem przyjemnie na padzie, nie mam problemu wreszcie z jeżdżeniem (kamera była beznadziejna wcześniej). Ponieważ nie strzelałem jeszcze (tylko sobie jeżdże), to mi mniejsza skuteczność nie przeszkadza (a myszkę przecież zawsze mogę użyć bo jest pod ręką). Niedaleko zaszedłem, w sumie jestem po paru misjach (licznik pokazuje 5%), więc raczej czeka mnie jeszcze długa droga.


Kolega cienisław sprezentował mi platformówkę na PS2 - Kim Possible: What's the Switch? Nie jestem fanem serialu, jak pisałem kiedyś, chyba nigdy nie widziałem pełnego odcinka. Ale gra mi się bardzo. Brakuje mi platformówek 2D, więc z przyjemnością się z grą zapoznam bliżej.



Korzystając kiedyś z promocji w jednym z angielskich sklepów (chyba to był Play), zakupiłem Elite Beat Agents za £5, czyli całkiem niezłą cenę dałem.

Skorzystałem też z noworocznej promocji na Steamie i zakupiłem dodatki do pierwszego Half-Life'a (czyli Opposing Force i Blue Shift) po €0,99 oraz BioShocka za €4,99. Takie ceny to ja rozumiem.

Jeżeli chodzi o granie, to wciąż męczymy z Przemkiem pierwsze Gearsy na peceta. Przeszliśmy 4 rozdziały, niestety, obawiam się że będziemy musieli powtórzyć, bo głupi live nie zaliczył mi rozdziału 3.
Udało mi się także skończyć pierwszą część przygód Phoenixa Wrighta. Trzeba przyznać, że miło się bawiłem. Jasne, fabuła była dość przewidywalna, zagadek specjalnie się nie uświadcza. Chociaż w ostatniej sprawie, zrobionej dopiero dla DSa jest parę "przygodówkowych" momentów, choćby trzeba poskładać rozbitą wazę.
Od razu odpaliłem część drugą i niemal z marszu przeszedłem pierwszą sprawę. Nie była zbytnio skomplikowana (ani długa). Podobnie jak pierwsza rozprawa w poprzedniczce służy raczej wprowadzeniu nowych graczy.
Nieco lepiej jest w kolejnej, chociaż zauważyłem, że Capcom używa sporo elementów z jedynki. Nie wiem czy to ma być ukłon w stronę graczy (znów mamy do czynienia ze znanymi postaciami), czy raczej efekt oszczędzania gotówki i robienie wszystkiego jak najmniejszym kosztem. Szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodzi, bo mi to nie przeszkadza nic a nic.
No i na koniec po raz kolejny przeszedłem sobie Portala. Tym razem spróbuję pobawić się również dodatkowymi mapami, bo czemu nie. Mogliby zapowiedzieć kontynuację, albo co.

No to tyle zakupów w tym roku. I chyba tyle grania. Trzymajcie się ciepło.

niedziela, 14 grudnia 2008

Podsumowanie tygodnia XXII

Po pijaku kupułem niechcący Orange Boxa na Steamie (chciałem zobaczyć czy po przełączeniu z $ na € wciąż będą mi dodawali VAT. No i dość "przykro" upewniłem się, że nie dodają.
Z innych zakupów, skorzystałem z promocji w gram.pl i odebrałem Infernala oraz Perfect Dark Zero (szkoda, że sklep nie raczył wspomnieć że to wersja classic).



W dodatku wreszcie empik.com zrealizował moje zamówienie na Grand Theft Auto IV (właśnie jak to piszę, to się gra R* instaluje).



To tyle z zakupów (na dziś).
W ciągu poprzedniego tygodnia nie miałem zbyt wiele czasu na granie. Głównie grałem w Gearsy, tym razem w coopa na hardcore z Przemkiem Zamęckim i gra się całkiem miło. Doszliśmy wspólnie do trzeciego aktu i chwilowo zatrzymaliśmy się na jeżdżeniu wagonikami. Prócz tego ciutkę pograłem w Phoenixa Wrighta. NIENAWIDZĘ kiedy gra każe mi dmuchać w DSa. Argggg. Ale mimo wszystko wciąż mi się Phoenix podoba. Mam nadzieję skończyć go przed końcem roku.

środa, 10 grudnia 2008

15 lat Zagłady


15 lat temu wyszedł DooM. Sto Lat

Tańsze granie

Zapimpuję mojego nowego bloga - Tańsze Granie, gdzie będą się pojawiały ciekawe promocje dla graczy, które uda mi się wypatrzeć (albo ktoś mi o nich powie)

wtorek, 2 grudnia 2008

Podsumowanie tygodnia XXI

Miałem kupić Grand Theft Auto IV (w gram.pl, bo akurat mieli preordera za 129.90), ale nie kupiłem. Bo sklep leci sobie w kulki. Już 5.XII, a ja nie mam pojęcia kiedy dostanę grę. Według sklepu "zamówienie jest gotowe do wysyłki (zostanie wysłane, gdy wszystkie produkty będą dostępne) ". To o tyle ciekawe, że GTA4 jest jedynym produktem. Więc nie wiem co tam jest gotowego do wysłania i na co tam czekają. Chyba, że gram przyjął więcej preorderów niż miał na stanie gier. Wcale by mnie to nie zdziwiło, prawdę mówiąc. Inna sprawa, że patrząc na problemy z nową grą Rockstar, niespecjalnie mi się spieszy do grania. Poczekam, aż ktoś wymyśli jakiegoś patcha, który rozwiąże część "niedociągnięć". Wszak, mam w co grać. Postanowiłem więc zamówić grę w empiku (cena też 129.99), i przy okazji domówiłem sobie LEGO Batman. A co tam, jak szaleć to szaleć.

Jak widać po moim gejmerskorze, nieco posunąłem się w Gearsach. Jestem już w czwartym akcie. Gra się gładko i szybko, jak to na casualu. Dwukrotnie jednak musiałem restartować grę, bo mi się zawiesiła, zawsze w momencie przechodzenia do filmiku. Raz, kiedy walczyłem z wielkim pająkiem w jaskini, drugi raz na samym początku aktu IV. Ale jak wspomniałem, gra się całkiem przyjemnie. Niech mi tylko ktoś wytłumaczy o co w tej grze biega. Nie to, żebym grał w Gearsy dla fabuły. Ale, na Wielkich Przedwiecznych. Niech to będzie coś bardziej zaawansowanego, niż fuck yeah, zabijmy tę wredną Szarańczę.
To co mnie jeszcze w grze irytuje, to paleta barw. Ja domyślam się, że to "zamysł artystyczny", żeby wszystko było szarobure (wojna atomowa i te sprawy). Ale ta gra byłabty zdecydowanie lepsza, gdyby tu i ówdzie nie pożałowano bardziej nasyconych kolorów.