środa, 23 lipca 2008

Podsumowanie tygodnia XV

Dawno nic nie pisałem. Ale złożyło się na to kilka rzeczy. Przede wszystkim sporo się "namęczyłem" z nowym komputerem. Z całego serca chicalbym też "podziękować" Intelowi za "wspaniałe" sterowniki do X3100, gdyż nie mogę na niej ustawić standardowej rozdzielczości monitora (czyli 1680x1050).

Po zmianie komputera wziąłem się więc za nadrabianie zaległości. A to oznacza, że liznąłem wielu rzeczy po trochu.
Przede wszystkim, odkąd Blizzard zapowiedział Diablo 3, stwierdziłem że warto będzie sobie przypomnieć część wcześniejszą.
Na całe szczęście, Blizzard pozwolił na ściągnięcie wersji gry wraz z dodatkiem ze swoich stron, więc nie musiałem grzebać się i szukać płytek z grą. Tradycyjnie już postanowiłem zagrać barbarzyńcą, bo jestem prostym człowiekiem i nic tak nie budzi mojego respektu jak wielki topór czy inny miecz dwuręczny. W każdym razie, postanowiłem iść w topory. I jak będzie możliwość zaczę rozwijać trąbę powietrzną.
Niestety, wciąż jestem w akcie pierwszym. Chodzę sobie teraz po koszarach i szukam młota. Więc to i następne zadanie i idziemy dalej. Jakby ktoś chciał grać wspólnie, to niech da znać.

A sama gra? Poza grafiką (eh, 800x600 wygląda brrr), nie jest tak najgorzej. Jasne, plecak jakiś taki dziwny jest, dużo gorszy niż w późniejszych naśladowcach (Mythos czy Titan Quest). Prawie nic tu się nie mieści jak będziemy mieli parę flakonów z napojami. Podobnie mała jest skrytka, którą mamy w mieście. Człowiek jednak szybko przyzwyczaja się do dobrych rzeczy.
Poza tym, zupełnie zapomniałem, jaka ta gra była rozbudowana. Ostatnio jednak sporo grałem w Mythosa (RIP?), a tam plansze nie są jakoś specjalnie duże. Tu nie tylko świat na powierzchni jest duży, to jeszcze
Poza tym, na Steamie zakupiłem byłem Puzzle Questa, bo kosztował całe 13 dolarów (promocja była). Do tej pory grałem w zasadzie tylko w demo, więc stwierdziłem, że takiej promocji nie ma się co sprzeciwiać. Nawet wersja polska od CDP kosztuje więcej.

Wciąż nie znudziło mi się Ikariam. Na obydwu serwerach zdobyłem po piątej wyspie, ale nie było łatwo muszę przyznać. Ale teraz powinno być już trochę szybciej, bo nie tylko na obydwu mam po dwie wyspy z marmurem, to na .org także dwie wyspy z winem. No i moje imperia się dzięki temu dość szybko (tak mi się wydaje) rozwijają.

No i na froncie konsolowym zacząłem przechodzić Shadow of Rome. Ewidentnie na fali Gladiatora (rzymski legionista walczący jako gladiator, chociaż z innych pobudek), Capcom postanowił zrobić grę o walkach na arenie. I trzeba przyznać, że silnik do tego, zrobili przyzwoity. Powiedziałbym, że nawet bardzo dobry. Krew sika hektolitrami, odrąbywane członki latają po ekranie. Cud miód i orzeszki.
No, ale Capcom nie byłby Capcomem, gdyby czegoś nie zwalił potwornie. Otóż, postanowili, że gra tylko o gladiatorach byłaby nudna, więc dodali elementy skradanki. I tu jak nietrudno się domyśleć, gra nie błyszczy. Powiedziałbym, że wręcz śmierdzi. Szkoda, że nie da się ich w jakiś sposób ominąć.

niedziela, 6 lipca 2008

Podsumowanie tygodnia XIV

Ah. Jak miło znowu mieć PS2. Podobnie jak za pierwszym razem, odpaliłem sobie pierwszą moją grę na tę konsolę - Jak & Daxter. To naprawdę to wciąż doskonała platformówka.
Grając w tę grę, sobie właśnie uświadomiłem, jak bardzo doskonałymi developerami jest Naughty Dog. To jedna z niewielu gier na PS2, gdzie faktycznie nie uświadcza się napisu Loading (czy też w ogóle dogrywania poziomów). No dobra, przy odczytywaniu stanu gry trzeba odczekać ze 3 sekundy, a przy powtarzaniu wyścigów jakąś sekundę widzimy czarny obraz, ale to naprawdę wszystko. Tak naprawdę najdłużej się czeka na początkowe logo. Aż szkoda, że takich gier tak mało wyszło na PS2, nie mówiąc o tej generacji konsol.
W zasadzię grę już skończyłem i niedługo możecie spodziewać się mojej jakiejś recenzji tego tytułu. Chyba nie zdradzę za dużo, jeżeli powiem, że gra mi się bardzo ale to bardzo podobała. Zdobyłem wszystkie 101 orbów, a to oznacza, że to jedna z niewielu gier, które skończyłem praktycznie na 100% (praktycznie, bo parę jajek pewnie mi umknęło).
Przy okazji, po pokazaniu światu, że Diablo 3 jednak powstaje, Blizzard dodał do swojego sklepu cyfrową wersję Diablo 2. W zasadzie można się było tego spodziewać w momencie, kiedy wyszedł patch, który zdejmował zabezpieczenie cd. No, ale teraz mam przynajmniej do grania obydwie wersje - PL i ENG, w zależności od mojego widzimisię mogę zagrać w dowolną z nich. W niedługim czasie pewnie ponownię odpalę Diablo 2, żeby sobie przypomnieć jak świetnym studiem jest Blizzard, no i czymś się zająć w oczekiwaniu na część trzecią.
No i jeszcze Ikariam. No cóż, wielkie zmiany nastąpiły.
Początkowo, na serwerze .org, zrobiłem sobie piąte miasto (drugi marmur). Niestety, w międzyczasie admini postanowili wprowadzić kolejny patch do gry, który zupełnie uniemożliwił mi zabawę z grą. W wersji 0.2.5 kary za korupcję (a korupcja była wszędzie, gdzie poziom budynku gubernatora był niższy niż ilość miast -1) były dotkliwe, ale do przeżycia. W wersji 0.2.6 stały się mordercze. Nagle miasta zaczęły wymierać, bo nie byłem w stanie dostarczać tylu wina czy wymian kulturowych. Po prostu porażka.
W efekcie, postanowiłem jedną ze starszych kolonii w ogóle zniszczyć (szabrując jej zapasy i niszcząc budynki), gdyż będę mógł do niej wrócić w momencie, kiedy rozbuduję moje miasta do odpowiedniego poziomu.
Teraz nie mam więc żadnego miasta z siarką (ta jest dość tania na rynku i wciąż dostępna), za to dwa miasta z marmurem. Lepsze to niż nic.
Na serwerze .com, na którym też przymierzałem się do zbudowania kolejnej kolonii na szczęście wszystko trwało wolniej i nie zdążyłem się dalej skolonizować zanim na org nie pojawił się patch. Dzięki temu, teraz i na tym serwerze postanowiłem się rozbudować zanim powiększę ilość miast. Narazie mam obsadzone 2 z 4 wysp i powoli (bardzo powoli) przymierzam się do trzeciej.

niedziela, 29 czerwca 2008

Recenzja: Pokemon Yellow

Dziś będzie o Pokemonach (naprawdę), a dokładniej o grze Pokemon Yellow. PY, to kwintesencja pierwszej "generacji" kieszonkowych potworów. A przynajmniej do czasu, aż na GBA pojawiły się rimejki wersji Green/Red. Od pozostałych kolorów (przynajmniej w wersji na GB) odróżnia się tym, że ma lepszą grafikę (obsługuje GBC) oraz tym, że jesteśmy "skazani" na podróżowanie z Pikachu.


Jako całkowity amator w temacie nie miałem zielonego pojęcia, który stworek jest dobry a który do bani. Nie miałem też pojęcia jak następuje rozwój i jakie ataki warto im dodawać. Ot, typowa gra, która jest skierowana do indoktrynowanych kreskówką osób. Mnie pozostało posiłować się (doskonałym) poradnikom w internecie (m.in. na IGN).
Jeżeli chodzi o samą grę, to Pokemon Yellow jest typowym rpgiem. Chociaż wróć. Nie do końca typowym. To nie my zdobywamy doświadczenie, a nasze "bronie". Ale poza tym, wszystko się zgadza. Chodzimy po świecie, walczymy, zdobywamy expy, a co za tym idzie kolejne poziomy doświadczenia stając się coraz potężniejsi.



Jeżeli chodzi o poziom trudności, to nie należy on do najwyższych. Szczerze mówiąc, Pokemony mogłyby się nazywać Moje Pierwsze RPG. Questów jako takich nie ma w ogóle. Nawet takich najbiedniejszych, typu idź i wybij milion szczurów co się zalęgły w piwnicy. Chociaż nie, przez te 40+ godzin gry, parę razy proszono mnie, żebym dostarczył coś prof. Oakowi. No, ale to tyle.
Praktycznie cały czas gry upływa na chodzeniu od jednej wioski do drugiej, gridnowaniu naszych stworków, walkami z innymi trenerami i łapaniem dzikich pokemonów. A tego wszystkiego będzie naprawdę dużo. Zgodnie z prawami jrpgów, co 20 kroków czeka nas losowa walka.
Co gorsza, sama gra mocno spowalnia levelowanie, gdyż Pokemony mają ograniczoną ilość ataków. Więc, albo często trzeba wracać do Poke Center, by tam się odświeżyły, albo mieć ze sobą zapas odświeżaczy.
Generalnie, grafika jest dość przeciętna, chociaż jeżeli wziąć pod uwagę, że to gra na Gameboya, to chyba trudno oczekiwać cudów. Jasne, jest lepiej niż w poprzednich wersjach, bo jest jakikolwiek kolor, ale co to za kolor? Po prostu kolejne lokacje mają inne tła poustawiane. Jedynie walki są nieco lepiej zrobione.
Muzyka, no cóż. Powiem tylko, że po pół godzinie ze słuchawkami na uszach byłem zmęczony całym tym brzdąkaniem i wyciszyłem wszystko w cholerę. Ale chyba też odzwyczaiłem się od poziomu muzyki z oryginalnego GB.
Ale tak w sumie, to całkiem sympatycznie się przy grze bawiłem. Zbierania jest cała masa, nawet powolny rozwój "fabuły" (chcesz zostać najlepszym trenerem Pokemonów, więc musisz wziąć udział w turnieju i pokonać poprzedniego mistrza) mnie nie odstręczyła za bardzo.


Pozostaje chyba już tylko pytanie czy warto? Jak napisałem, nie bawiłem się źle, więc ja gry w Pokemon Yellow nie żałuję. Wiedziałem, że jak ktoś kopie mi tyłek, to wystarczy, że podleveluję swoje Pokemony i wszystko będzie w porządku.
Koniec końców, z czystym sumieniem mogę polecić każdemu zagranie w przynajmniej jedną odsłonę Pokemonów. Nie musi to być wersja Yellow, może być jedna ze 150 innych, bo w 90% to praktycznie ta sama gra, dopieszczana wraz z kolejną iteracją.


Mój werdykt:
Okej
Zrobił: Game Freak
Wydał: Nintendo
Rok produkcji: 1998-2000
Cena: ~30zł (plus gameboy)

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Podsumowanie tygodnia XIII

Wylądowało Impulse, nowy zawodnik w dostarczaniu gier bez potrzeby wychodzenia z domu. Stardock, twórcy znani głównie z programów upiększających Windows, a także "potentaci" strategii kosmicznych (m.in. Galactic Civilizations, Sins of the Solar Empire) mają dość ambitne plany.
Nie tylko gry nie posiadają żadnych DRM (klucz jest potrzebny wyłącznie do zaktualizowania gry), ale też nie trzeba w ogóle być podłączonym do sieci by później w kupione gry grać (o odpalaniu już jakiegoś trzeciego programu nie wspominając). Słowem, wreszcie kupujący nie jest traktowany jak złodziej, tylko jak poważny partner.
Prócz samej cyfrowej dystrybucji, Impule pozwala na prowadzenie blogów, czatowanie, kolegowanie się z innymi użytkownikami no i używanie forów. Słowem, wszystko to, co w XXI wieku serwis "społecznościowy" potrafić powinien.
Podobnie jak Steam Cloud, w niedługiej przyszłości, mają być udostępnione metody przetrzymywania stanu gier nie na komputerach lokalnych, ale na serwerach Impulse. Czyli ma być jeszcze lepiej.
Z okazji premiery nowej platformy "musiałem" coś zakupić. Więc wybór padł na Political Machine 2008, czyli symulację wyborów w USA (choć nie tylko) AD 2008 (choć nie tylko).
Gra jest bardzo sympatyczna i dość rozbudowana: wygłaszamy oczywiście przemówienia, bierzemy udział w debatach czy talkshowach, tworzymy lokalne centra wyborcze, zbieramy poparcie i fundusze, jednocześnie utrudniając życie przeciwnikowi.
W sumie, jak w prawdziwej kampanii.
Rzutem na taśmę spróbowałem także nowej bety Mythosa. Teraz postanowiono z tego zrobić bardziej MMO, Zamiast wybierania instancji i "teleportowania" się z samch miast, oddano graczom cały "świat" do zwiedzania.
Pozwolono nawet na zmianę kamery na typowe TPP. Korzystając z okazji postanowiłem zrobić sobie inną postać (satyrkę pyromancekę), żeby zobaczyć jak się gra postacią magiczną. Inaczej.
No i zostało jeszcze oczywiście Ikariam, bo w to wciąż gram. Rozwój miast postępuje bardzo powoli, bo ilość potrzebnych surowców idzie w tysiące, a czas tworzenia nowego budynku w naście godzin. A tu jeszcze każą się zbroić, bo nie znamy dnia ani godziny, kiedy ktoś nas zaatakuje. Trzeba chyba będzie pomyśleć, nad nową wyspą z marmurem (bo to główny produkt deficytowy prócz drewna).

Najmilszą niespodziankę zostawiłem sobie na koniec. W zasadzie to już nie poprzedni, a ten tydzień, bo dziś odebrałem wygraną na alledrogo konsolę PS2.

Wraz z konsolą dostałem memorkę, trzy pady (no, ale jeden jest tylko w porządnym stanie) no i grę WRC II. W sumie nieźle. Teraz wreszcie mogę ponownie zacząć odkupywać rzeczy, które utraciłem kilka miesięcy temu podczas włamania. No i zacznę przechodzić gry, które mi się na PS2 uzbierały na kupce.

wtorek, 17 czerwca 2008

Retro Tydzień XII

PC

Po raz kolejny wiadomości, praktycznie ze Steama. Po pierwsze, na usłudze Valve pojawiło się Penny Arcade Adventures: On the Rain-Slick Precipice of Darkness, Episode One, czyli pierwsza część przygód Tycho i Gabe'a. Oczywiście dostępna jest wyłącznie wersja windowsowa, więc posiadacze innych systemów operacyjnych, muszą skorzystać z innych źródeł zakupu gry.
Ponadto, do Steama dołączyło Mumbo Jumbo, jedna z większych firm casualowych. Można kupić m.in. całą serię Luxor (4 gry) czy 7th Wonder II. Każda z gier kosztuje jedyne 10 dolarów, czyli połowę tego, co przy zakupie poprzez stronę Mumbo Jumbo. Dodatkowo, za 40 dolarów (+VAT), dostaniemy wszystkie gry Mumbo Jumbo dostępne na steamie. Jak ktoś lubi Luxorować, to nie ma się nad czym zastanawiać.


Xbox Live Arcade

Tydzień po PSN, do XBLA dołącza Commando 3, chodzona strzelanina od Capcomu. Zaleta nad wersją PS3 jest oczywista - można będzie ściągnąć wersję beta Super Street Fighter 2 Turbo HD Remix już za tydzień.
A ponadto, wyszedł Frogger 2. Niestety (?), to nie ten sam Frogger 2 co przed 8 laty czy nawet nie ten sprzed 14 lat .Ile Froggerów 2 potrzeba światu?


Playstation Network

Na amerykańskim PSN, można sobie kupić Syphon Filter z PSXa, za 6 dolarów, lub pierwszą odsłonę na PSP (Dark Mirror) za 16. I to w zasadzie tyle.


Virtual Console

Po tygodniu abstynencji, mamy aż 5 gier na VC.
Alex Kidd in the Miracle World (SMS - 500 punktów) - przygody pierwszej maskotki Segi. Mimo, że postać jest już prawie zapomniana, dzięki Sonicowi, to akurat w tę grę z Alexem można zagrać, bo to solidna platformówka.
Fatal Fury 2 (Neo-Geo - 900 punktów) - w oczekiwaniu na Fatal Fury Special, polecam przyjrzeć się Fatal Fury 2. W porównaniu do poprzedniczki, w zasadzie wszystko poprawiono - postaci są większe i lepiej animowane, jest ich oczywiście więcej, a sam system walki został poprawiony. Zdecydowanie dobra bijatyka na VC.
Last Ninja 2 (C64 - 500 punktów) - ostatni ninja znów wkracza do akcji. Niczym Ryu Hayabusa (czy może vice versa), w swojej drugiej części przygód zamienia Japonię na USA. Wielkich zmian w stosunku do części pierwszej, nie ma. Ale to nic złego, bo jedynka była naprawdę dobra, więc i ta taka jest.
Czy w tym tygodniu już wspominałem, że chciałbym część czwartą zobaczyć? System 3, bierzcie się do dzieła.
Nebulus (c64 - 500 punktów) - swego czasu ta obracająca się wieża pośrodku ekranu robiła piorunujące wrażenie. A poza tym, to wciąż całkiem niezła platformówka.
Ninja Combat (Neo-Geo - 900 punktów) - najgorszą grę zostawiłem na koniec. Bo to niestety, bardzo słaba chodzona bijatyka od SNK.

Podsumowanie tygodnia XII

W tym tygodniu niespecjalnie się działo, jeżeli chodzi o samo granie. Wciąż jedyny czas jaki mam na granie, poświęcam Ikariam rozbudowując moje dwa imperia (idzie mi całkiem nieźle). W tym tygodniu odkryłem znaczenie traktatów kulturowych, które dość istotnie zwiększają zadowolenie wśród kolonistów. No i w tu się przydaje bycie w jakimś większym sojuszu, bo chętnych do wymiany. Zamiast rozbudowywać w nieskończoność tawerny, budujemy muzea.
Prócz tego, tradycyjnie pograłem kilka godzin w Mythosa i mój Gadgeteer zyskał kolejny poziom doświadczenia. Muszę przyznać, ż powoli gra zaczyna mnie nudzić. Wciąż poruszam się po podobnych miejscach, walczę z podobnymi maszkarami. Chyba chodzi o to, że cały czas gram samotnie, a to w końcu gra stworzona do gry gupowej. Trzeba się chyba rozejrzeć za jakimś towarzystwem, bo będzie kicha.

piątek, 13 czerwca 2008

Recenzja: Henry's House

Kontynuujemy publikację recenzji z POKE#7. I znowu Mancubus, tym razem w atarowskiej platformówce - Henry's House.

Rodzice Henryczka wybyli. Nie wnikamy - gdzie, kiedy, z kim, dlaczego mały został bez opieki. Informacje te są całkowicie nieistotne i wprowadzą jedynie zbędny chaos w procesie poznawczym.
Z naszego punktu widzenia istotne jest, że Henryś musi posprzątać dom. Być może był to nakaz rodziców, być może obawia się bury po ich powrocie? Któż to wie? Jednak to wszystko nie jest dla nas ważne. Musimy skupić się na wykonaniu zadania. Pełna koncentracja, maksymalne skupienie, mistrzowskie opanowanie drążka sterowniczego, błyskawiczne podejmowanie decyzji, umiejętność poruszania postacią na ekranie z dokładnością do piksela - wszystkie te zdolności są wymagane, jeżeli chcecie ukończyć tę sympatyczną grę.


Zaś grę ukończyć chcecie, gdyż to, co dzieje się po wyjściu z ostatniego poziomu przerasta wyobrażenia hinduskich joginów, kontemplujących w pozycji lotosu sens istnienia świętych bawołów ze stanu Kerala.
Powróćmy jednak do celu istnienia Henryczka. Musi on uprzątnąć osiem pomieszczeń z porozrzucanych tu i ówdzie przedmiotów. Kapelusze. Mydła. Kielichy. Świeczki. Misie. Pieczyste. Czaszki.
Każde pomieszczenie mieści się na ekranie w całości i musi zostać całkowicie wyczyszczone, aby Henryś mógł przejść do następnego. Nie jest to jednak zadanie proste - mały jest istotką niezwykle delikatną, upadek z dość niewielkiej wysokości kończy się tragicznie. Dotknięcie określonych przedmiotów również kończy się tragedią.

Co gorsza, w każdej izbie na życie bohatera czyhają przeszkadzajki. Wielkie, tupiące buciory. Kapiąca woda. Wrzątek z imbryka. Uwolniona z zegara kukułka. Drapieżny nietoperz. Samobieżne odbiorniki radiowe. Istny horror trzylatka - brakuje chyba tylko Jamesa P. Sullivana wyskakującego z szafy. Jeśli dowolna z tych rzeczy muśnie Henrysia - śmierć. Żadnych pasków energii, żadnego megahealth. Bohater musi kicać z półeczki na półeczkę, zakieszeniając kolejne przedmioty. Po zebraniu wszystkich na planszy pojawia się ostatni, ukryty do tej pory przedmiot - kluczyk. Dopiero z nim w kieszeni Henryś może udać się do wyjścia.



Strona wizualna gry jest dobra - sporo kolorów, wyraźne, duże obiekty, porządna animacja. Oprawa dźwiękowa z kolei nie jest najlepsza. Podczas rozgrywki towarzyszą nam tylko dźwięki. Muzykę - jeden utwór, trwający jedenaście i pół sekundy - odnotowano jedynie na planszy tytułowej. Sterowanie jest poprawne - nikt nie powinien mieć większych kłopotów z opanowaniem Henry'ego. Problematyczny za to poziom trudności gry. Przygodę rozpoczynamy z trzema życiami, które początkującemu graczowi nie wystarczą nawet na przejście pierwszej komnaty. Oczywiście po kilku próbach ujrzymy kolejną komnatę, niemniej gra jest trudna.


Wymaga zręczności, poruszania się z dokładnością do pikselka i dobrego, wypróbowanego joysticka (tudzież klawiatury). Dla niecierpliwych i frustratów, tracących ostatnie życie na siódmym poziomie przygotowano małe oszustwo - na planszy tytułowej wystarczy wpisać CPM, co spowoduje wyświetlenie uśmiechniętego wija oraz, co istotniejsze, da Henrysiowi nielimitowany zapas żyć. Jeżeli nawet z tym ułatwieniem nie będziecie w stanie ukończyć gry, poszukajcie sobie innego zajęcia - hodowla ślimaków wyścigowych powinna dostarczyć każdemu niezbędnej dawki emocji.

Mój werdykt:
Je
Zrobił: Chris P. Murray
Wydał: Mastertronik
Rok produkcji: 1987
Cena: któż to wie?

czwartek, 12 czerwca 2008

Civilization 4: Colonization

Trzeba przyznać, że Colonizacja - "spin-off" świetnej Cywilizacji nie miał tak udanego życia jak swój przodek. Jasne, to tylko klon, ale za to klon całkiem udany. Postarano się przenieść

Na całe szczęście, Sid Meier i Firaxis postanowiły przypomnieć wszystkim, że kiedyś było coś takiego jak Sid Meier's: Colonization i zapowiedziano Civilization IV: Colonization.


Mimo sugerującego tytułu, nie mamy do czynienia z kolejnym dodatkiem do (świetnej) Civilization IV, a przynajmniej nie takim, który wymagałby podstawki.
Podobnie jak u poprzedniczki, tu też wybierzemy sobie jedno z czterech ówczesnych mocarstw, a później postaramy się zkolonizować Nowy Świat (niekoniecznie ten w Warszawie), wywalczając na samym końcu upragnioną niepodległość.



Amerykę podbijemy po raz kolejny już tej jesieni, jednak ani Firaxis, ani Take2, nie podało ani dokładnej daty, ani ceny (mam nadzieję, że ta ostatnia będzie w cenie dodatku do Civ4, a nie "pełnoprawnej" gry).
No to jeszcze czekamy na Civilization 4: Master of Magic oraz Civilization 4: Alpha Centauri 2. Kupie obydwie bez wahania. I to po pełnej cenie.

środa, 11 czerwca 2008

Retro Tydzień XI

Dzień niż powinienem, ale jest kolejne podsumowanie gier, które można kupić od zeszłego tygodnia.


Xbox Live Arcade

W tym tygodniu doszły dwie gry do ściągnięcia - Roogoo, to gra logiczna, kolejna w stylu ułóż spadające cosie różnego koloru do kupy, a znikną. Raczej bez zachwytów. Jednak już Aces of Galaxy wydaje się przyjemną grą w stylu Star Foxa.

Playstation Store

Na PSN za to pojawiły się: Wolf of the Battlefield: Commando 3, czyli jak nietrudno się domyśleć trzecia część kultowej strzelaniny Capcomu. Zupełnie nowe postaci, coop do trzech osób naraz, ale sama gra niestety nic oryginalnego nie wnosi. Średniak, który kosztuje 25zł. Tyle samo przyjdzie nam zapłacić za NovaStrike, mocno biednego shump'sa.
Na europejskim sklepie dostępne jest również Rainbow Six z Playstation 1 w wersji na PS3 i PSP (5 euro) oraz Killzone: Liberation na PSP (2o euro).

Virtual Console

Ha. 4 gry przed tygodniem chyba wyczerpały limit Nintendo, bo w ubiegły piątek nie pojawiła się żadna nowa gra na Virtual Console w Europie. Wstyd.

niedziela, 8 czerwca 2008

Podsumowanie tygodnia XI

Jestem wredną świnią, bo bez żadnego pożegnania, ani nawet słowa pożegnałem się ze starym sojuszem na jednym z serwerów Ikariam. Co prawda wymieniłem nic nie znaczącą grupkę ludzi, na 4 sojusz na serwerze (-Delta Force- na Iota), ale niesmak pozostaje.
Co więcej, jakiś kretyn z miasteczkiem na 3 poziomie mnie zaatakował. Ma chłopak pecha, że wybrał jedną jedyną moją wysepkę, która nie jest w ogóle ufortyfikowana. Jasne, nieco się nachapał (głównie złota, bo chyba z 9000 sztuk), ale od 48 godzin praktycznie non stop ma blokowany port, i co 12 godzin ja najeżdżam jego wysepkę, A co tam, przestanę jak mnie poprosi.
To w zasadzie tyle ciekawych rzeczy w Ikariam. Prócz tego, oczywiście rozwijam swoje wysepki na obydwu serwerach (na obydwu mam już po cztery miasta).

Z innych inszości, mój Gadgeteer w Mythos ma się całkiem nieźle. Jest co prawda na pechowym (13) poziomie, ale tak czy inaczej rozwija się prężnie. Nadal nie rozgryzłem sensu tworzenia jakiś ekstra przedmiotów, może dlatego, że ilość wypadającego lootu z potworków jest tak potężna, że co chwila kończy mi się miejsce w plecaku.
Wciąż jednak chodzę w pojedynkę co nieco ogranicza zabawę. Nie mam w zasadzie po co wchodzić na mapy epickie, bo od razu zostaję zabity. Tak więc jeżeli ktoś z czytających całkiem przypadkiem gra, albo zna kogoś kto gra w Mythosa, to niech da znać.

No a co jeszcze innego? Kupiłem pierwszą część Penny Arcade Adventure. Wersja demo mi się nawet spodobała, więc "odżałowałem" te 45zł i przemierzam z Tycho i Gabem New Arcadię. Muszę przyznać, że całkiem mi się podoba. Nie jestem jakiś wielkim fanem P-A, ale tu jest całkiem nieźle. Ot, taki lajtowy rpg, z paroma kloacznymi dowcipami.
Z tej godziny gry, to co mi się nie podoba, to przede wszystkim brak udźwiękowienia gry. Narreator w intrze jest bardzo fajny, a później następuje fatalna cisza.
Rozumiem, że to chęć utrzymania budżetu (i wielkości) gry na jak najmniejszym poziomie. Ale nawet od gry "budżetowej" w 2008 roku należy oczekiwać pewnych standardów. Z trzeciej strony, rzeczywiste głosy Tycho i Gabe'a zupełnie nie pasują do ich wirtualnych alter ego, a podkładanie głosów przez kogoś innego jest nie do pomyślenia.
W każdym razie, w niedługim czasie możecie spodziewać się jakiś większych wrażeń, a może nawet recenzji.