środa, 22 września 2010

Jak pokochałem masochizm


Jestem już w takim wieku i mam tak niewiele czasu na granie, że frustrujące gry po prostu mnie wkurzają. Tak wkurzają, że zwykle rzucam je w kąt i daje sobie z nimi spokój (albo nawet nie zabieram się za nie bo i po co marnować czas i pieniądze).

Jednak z VVVVVV jest nieco inaczej. Nie wiem czy to chęć pomocy niezależnym twórcom czy fakt że niecałe 5 euro to żadne pieniądze, ale postanowiłem się poświęcić i zakupiłem właśnie ten tytuł.

VVVVVV to platformówka, w której nie możemy co prawda skakać, a jedynie odwracać grawitację. I w ten sposób przemieszczamy się po statku kosmicznym i okolicach.
Grafika stylizowana jest na tę z C64, nawet loader jest podobny. Mnie od razu przyszedł do głowy Jet Set Willy oraz Monty on the Run. Dwie komnatówki, w których trzeba było po prostu przeżyć zbierając najróżniejsze przedmioty. Tu zbierania nie ma, w każdym razie nie jest to do niczego potrzebne. Ot, musimy jedynie znaleźć kilku zagubionych członków załogi. Proste?


Pierwsze przejście zajęło mi nieco ponad 2 godziny (faktycznego czasu gry pewnie było nieco mniej, bo nawet na mapie czas leci) i 1280 zgonów. Z czego 351 już na samym końcu. Na szczęście tu odrodzenie następuje praktycznie od razu i przy samym miejscu gdzie zginęliśmy. Nie ma też nudnych przerywników czy niczego innego. Nie ma czasu na złość czy zniechęcenie. To chyba uratowało mnie przed skasowaniem gry.

Grę możecie zakupić na Steamie za 5 euro, bądź bezpośrednio od twórcy za około 16 zł (płatność kartą bądź paypalem). Czy warto? To już trzeba sprawdzić samemu (np. dzięki demo, które jest dostępne m.in. na Steamie zarówno w wersji PC jak i MAC oraz na serwisie Kongregate). Ja tam nie żałuje i pewnie jeszcze raz czy dwa podejde do tego tytułu. Następnym razem chce zejść poniżej 1000 zgonów. I od razu proponuję ułatwić sobie zabawę "spowalniając" grę do 80%. Na 100%, na których przeszedłem grę, sterowanie wydaje mi się zbyt niedokładne. Nasz ludek ma zbyt dużą bezwładność przez co ciężko nim operować na krótkich powierzchniach. Choć nawet przy 80% nie można powiedzieć, że VVVVVV to bułka z masłem bo będziecie ginąć i to gęsto. A na koniec krótki filmik na zachętę.

>

Mój werdykt:
Okej
Zrobił: Terry Cavanagh
Wydał: Terry Cavanagh
Rok produkcji: 2010
Cena: ~15-20 zł

sobota, 4 września 2010

Rezurekcja


No dobra. Skoro doczekaliśmy się wskrzeszenia Duke Nukem Forever, pomyślałem że nie mogę być gorszy i oficjalnie oznajmiam że POKE odżywa na nowo.

Zacznijmy więc od tego, co sądzę o DNF.

Nawet po sławnym obrazku z latającymi świniami nie specjalnie mogłem uwierzyć, że ktoś na serio postanowi dokończyć coś nad czym 3D Realms pracowało ostatnie lata. Pewnie nie tylko ja myślałem, że w projekt wpakowano już tyle pieniędzy, że nawet naście milionów sprzedanych egzemplarzy nie zwróci zysków i lepiej przyznać się do porażki.

A jednak niemożliwe okazuje się możliwe.

Trochę martwią mnie co prawda już narzekania, że to żałosny skok na kasę, że gra wygląda przestarzale, że można mieć tylko 2 bronie naraz i takie tam. Ilość narzekania jest tak ogromna, że aż przykro przykro się robi że gracze są tak zgryźliwi. Tak, Gearbox dokańcza tę produkcję zamierzając na niej zarobić. Dlaczego w ogóle to kogoś dziwi? Czy nie po to istnieją firmy? Żeby zarabiać? No chyba, że ktoś żyje w idealnym świecie gdzie każdy robi wszystko altruistycznie, wtedy przepraszam nie mam żadnych pytań.

Ja wiem, że tę grę kupię w dniu premiery (i to pewnie wersję kolekcjonerską jeżeli będzie ciekawa). Nie dlatego że spodziewam się, że to będzie najlepsza gra pod słońcem. Ba, wiem że nie będzie. Będzie widać że gra powinna wyjść dwa lata wcześniej (co najmniej), żeby zachwycać. Że wydzielanym testosteronem i głupimi odzywkami głównego bohatera można obdzielić niewielką armię. To samo było z Duke Nukem 3D, a mimo to nikomu to jakoś wtedy nie przeszkadzało.

Mimo wszystko kupię tę grę dlatego, że takich gier już teraz sie nie robi. Tak samo, jak się nie robi filmów w stylu lat 80ch. Granie w kolejnego z kolei FPSa osadzonego czy to w którejś z Wojen Światowych czy w obecnych konfliktach na Bliskim Wschodzie mnie się po prostu znudziło. Bohaterowie obecnych FPSów mnie znudzili swoją anonimowością i brakiem charakteru. A Duke? Duke może i nie ma za grosz taktu i zachowuje się jak typowy nastolatek, ale przynajmniej ma jaja. I właśnie dlatego już teraz wyczekuje podania daty premiery.

Poza tym, wierze że Gearbox przynajmniej zrobi z tego tytułu przyzwoitą grę. Lepszą niż długoletni i pokręcony życiorys powinien pozwolić grę. Jak dla mnie to wystarczy. Nie jestem na tyle zblazowany, że coś poniżej 90% na metacritic i 50 nagród GOTY mnie nie interesuje. Jeżeli Duke Nukem Forever zaoferuje mi tyle samo przyjemności z grania co dajmy na to Wolfenstein czy 50 Cent: Blood on the Sand, dla mnie to starczy.

niedziela, 3 stycznia 2010

I ty możesz zostać jasnowidzem 2010

Na łamach forum Polygamii trzeci rok z rzędu "prowadzę" zabawę w sprawie przewidywania co się wydarzy w nadchodzącym roku.

Oto moje przepowiednie co wydarzy się w 2010 r.

1) czy gra zostanie wydana w 2010 r:
  • APB
  • Call of Duty World at War 2 (w każdym razie kolejny CoD nie z serii Modern Warfare)
  • Crysis 2
  • Dead Space 2
  • DJ Hero 2
  • Fable 3
  • Fallout: New Vegas
  • Gears of War 2 PC
  • Guitar Hero 6
  • Halo Reach
  • Max Payne 3
  • Rock Band 3
  • Starcraft 2
  • Super Mario Galaxy 2
  • Tony Hawk 11

2) czy zostaną oficjalnie zapowiedziane
  • Abonament PSN
  • Bully 2
  • Call of Duty Online
  • Gears of War 3
  • God of War 4
  • Halo 4
  • Killzone 3
  • Mortal Kombat 9
  • Need for Speed od Criterion
  • Nowy model 360*
  • Nowy model PSP*
  • obniżka ceny 360
  • obniżka ceny PS3
  • obniżka ceny Wii
  • Shadow Complex 2
  • Splinter Cell Conviction na PS3
  • WipEout PS3
* przez nowy model rozumiem coś więcej niż nowy kolor czy większy dysk.

Grostanowienia noworoczne

Nowy rok sprzyja snuciu postanowień na kolejny rok.

Ja mam w zasadzie dwa.
1. Kupkę zaległości zmniejszyć do poziomu niższego niż 66,6 %. W chwili obecnej stanowi prawie 75%. Jasne, mógłbym ją zmniejszyć dość szybko wybierając do grania tylko proste i krótkie tytuły, ale przecież nie o to chodzi.

2. Kończąca się kilkunastodniowa promocja na Steamie uświadomiła mi jak bardzo przepłacam za gry. W związku z czym w 2010 r. nie kupię gry jeżeli nie jest przeceniona o co najmniej 40% w stosunku do ceny sugerowanej.
Największy problem mam z grami na XBLA, bo te raczej niespecjalnie są podatne na obniżki. związku z powyższym, zostawię sobie furtkę: 5 gier w ciągu roku mogę kupić za cenę sugerowaną.

No cóż, zobaczymy czy mi się uda to dotrzymać danych sobie obietnic.

sobota, 3 października 2009

20 lat Księcia


Pewnie ciężko w to uwierzyć, ale dokładnie 20 lat temu - 3 października 1989 roku została wydana jedna z ważniejszych gier w historii rozrywki komputerowej.
Przez te 20 lat gra doczekała się 7 kontynuacji, mniej (Prince of Persia 3D) lub bardziej (Sands of Time) udanych i niezliczonych portów na różne platformy. Przez wiele lat stanowiła wzór do naśladowania dla wszystkich, którzy próbowali zrobić dobrą grę platformową.
I pomyśleć że 20 lat temu nikomu nie przeszkadzało, że grę dało się przejść, a w zasadzie trzeba było, w 60 minut.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Kolejna porcja zakupów


Od razu powiem, wielkie Fuck you do osoby, która "zapomniała" dodać kod do limitowanej edycji Fable 2 oraz bonusowe Fuck you do Microsoftu, za to że "zapomniane" kody wysyłał tylko do końca 2008 roku.
A poza tym, w empikach pojawiły się pecetowe wersje 007 Quantum of Solace za 20zł. Pomyślałem, że za tę cenę warto się poświęcić, mimo że demo nie było jakoś super dobre.

Będąc w empiku uzupełniłem również swoją kolekcję przygodówek LucasArts. Każda również po 20 zł. Niestety nie mieli Full Throttle, więc będę musiał rozejrzeć się za tym osobno.

Na froncie "cyfrowym" skorzystałem z promocji na Steamie i kupiłem Droplitz, za niecałe 2€. Nienajgorsza gra logiczna. Za całe 1200 MSP zakupiłem również Shadow Complex. I powiem, że nie żałuję ani punktu. Świetna gra przygodowa z mechaniką podobną do nowych czy CastlevaniiMetroidów. Z pewnością jedna z lepszych gier na XBLA i jedna z lepszych gier wydanych w tym roku.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Mój pierwszy Full

Jeee udało mi się zebrać wreszcie chociaż jedną grę z kompletem punktów. Moją wybranką okazała się Secret of The Secret of Monkey Island: Special Edition. No dobra, żadne z osiągnięć nie było jakoś specjalnie trudne, ale liczy się fakt,.

piątek, 14 sierpnia 2009

Urodzinowe prezenty


Z okazji urodzin (nie śpieszcie się, teraz to już sie nie liczy) odebrałem z poczty zamówione fanty:
Too Human oraz Fightpad dla Xboksa 360. Wreszcie będzie można pograć w jakieś gry arcade.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Podsumowanie tygodnia XXXIV

Na początek, małe ogroszenie parafialne.
To ostatnie podsumowanie "tygodnia", które będzie opublikowane. Patrząc na regularność wpisów, chyba nie trudno zauważyć że to się nie sprawdza. Początkowo to miało być takie uzupełnienie wszystkiego, co się nie zmieściło w całym tygodniu, ale pozostało jedyną rzeczą na stronie. To się zmieni, to nie ma sensu.


Po dwóch miesiącach oczekiwania dostałem wreszcie zamówione na allegro gry na dreamcasta (w tak zwanym międzyczasie sprzedawcy zablokowali konto, więc nieco już się zastanawiałem czy gry w ogóle dostanę). No, ale do kolekcji mogłem sobie doliczyć wreszcie Street Fighter Alpha 3, Gunbird 2 oraz JoJo's Bizarre Adventure.
Korzystając z kolejnego rzutu wplmanii, kupiłem też tańszego F.E.A.R. 2 z czego się cieszę, bo demo mi się mocno podobało.
A że jestem wielkim miłośnikiem wrestlingu (choć akurat za obecnym TNA nie przepadam), zakupiłem na wyprzedaży TNA Impact!.


Najnowszy nabytek to Gears of War 2, które powoli "męczę" w coopie z Ghostem. Podoba mi się, jak z polskiej wersji usunięto informację o Xbox Live. Tak trzymać :)

Od ostatniego grania, udało mi się przejść Project Gotham Racing 3. Co prawda tylko na brąz, ale ponieważ muszę nadrobić prawie cztery lata konsoli, nie mam za bardzo czasu na masterowanie tytułów. Dlatego też kiedy zacząłem przechodzić Call of Duty 4, grałem na normalu. Poza tym chciałem skończyć grę i oddać ją Ghostowi, ale ten wystawił mnie do wiatru.
COD4 podobał mi się bardziej niż 2 (to praktycznie oczywiste). Przede wszystkim było mniej momentów - broń się przez 5 minut, kiedy będziesz czekał na posiłki. Chociaż nie powiem, jedna z misji, w której musieliśmy wrócić na sam początek w 3 minuty (czy coś koło tego), bo inaczej helikopter odleci bez nas była mocno wkurzająca. Oczywiście "fabularnie" też jest znacznie lepiej, Infinity Ward nauczyło się paru sztuczek i całkiem nieźle dawkowało momenty. Nawet zakończenie, jakby nie patrzeć, znacznie inne niż w typowym FPSie.
No i teraz moje "rozczarowanie" roku. Midway przed premierą TNA Impact! chwalił się, że chcieli zrobić grę czerpiącą garściami z legendarnego WWF No Mercy z N64. Może i chcieli, ale im się to zdecydowanie nie udało. Jasne, gra się inaczej niż w grze THQ, powiedziałbym że lepiej, ale do mistrzów to jeszcze daleko. Sterowanie jest co najwyżej przeciętne, gra ma spore problemy z detekcją uderzeń (głównie jak ktoś wstaje z ringu), tryb tworzenia zapaśnika jest słabiutki. Po prostu przeciętniak w każdym calu. O fabule wole się nie wypowiadać, bo jej oczywiście jeszcze nie skończyłem, ale nikt kto wrestlingiem się nie interesuje, raczej by jej nie zdzierżył. Trochę szkoda, że raczej nie doczekamy się drugiej odsłony, bo gra ma niezłe zadatki, jeżeli tylko by ją rozbudować i dopieścić tu i ówdzie.
Ponieważ TellTale zaczął wypuszczać nowe odcinki Monkey Island, stwierdziłem, że czas w końcu skończyć epizodycznego Sama i Maxa (szczególnie, że mam je w zasadzie od premiery czyli ponad 2 lata). Swego czasu skończyłem pierwszy epizod i nadgryzłem drugi. Teraz korzystając z tego, że mam znowu laptopa i grać mogę "wszędzie", z marszu przeszedłem Situation Comedy oraz Mole.... Obydwa epizody zajęły mi jakieś 4, może 5 godzin, czyli niespecjalnie długo (chociaż daje to jakieś 12-15 godzin na cały sezon, co nie jest złym wynikiem). Grało się milo i do końca przyszłego tygodnia postaram się przejść cały pierwszy sezon.
Korzystając z urlopu, nadrobiłem również nieco zaległości w Personie 4. Nie powiem, Endurance Run GiantBomb zdecydowanie mnie zmotywował do dalszej gry. Na chwilę obecną, przeszedłem pierwsze dwa dungeony, po w sumie 40 godzinach rozgrywki. Wciąż jeszcze nie specjalnie rozumiem reguły, którymi rządzi się łączenie Person (szczególnie jeżeli chcemy połączyć więcej niż dwie), ale wiem, żeby próbować i tworzyć coraz mocniejsze, bo będą w przyszłości potrzebne. W fabule posuwam się powoli, grindując postaci i starając się jak najlepiej rozwijać moje postaci. Ale bawię się przednio i pewnie koło 2012 roku uda mi się ją skończyć.
No i pozostały jeszcze Gearsy 2, które przechodzę w coopie. Krótko są jak 1 tylko bardziej. Narazie dojechaliśmy sobie na górę Kadar i gra się zdecydowanie łatwiej niż w część pierwszą. Nawet nie chce mi się liczyć ile razy próbowaliśmy przejść jeżdżenie czołgiem czy wagoniki w jedynce, ale było tego naprawdę sporo. Tu, nie mam uczucia, że próbuję coś po raz dwudziesty i po raz dwudziesty ginę przed kolejnym checkpointem. Trochę mnie tylko zmartwiło, że w polskiej wersji nie ma kodu z dodatkowymi mapami (szczerze nie wiem, czy mapy nie były tylko przy preorderach w momencie premiery), ale wątpię żebym wysupłał 20 dolców czy ile tam DLC kosztuje. Chyba, że Horda okaże się tak wspaniała, że będę musiał mieć wszystkie mapy jak leci. Ale śmiem wątpić.

I to w zasadzie tyle w tym tygodniu.
W następnym, mam ambitny plan skończenia Gearsów 2 (co może być trudne, bo będę kończył pracę o 22) i dokończenia pierwszego sezonu Sama & Maxa.

niedziela, 12 lipca 2009

Podsumowanie tygodnia XXXIII

I znowu się robi podsumowanie trzech tygodni, ale to i tak chyba lepiej niż miesiąca.
W każdym bądź razie, nieco zapomniałem w poprzednich zakupach o paru grach. Mianowicie, po pojawieniu się na gog.com gier z Texem Murphy, postanowiłem je sobie zakupić, i tak stałem się właścicielem pierwszych trzech przygód detektywa Texa.
Podczas wcześniejszej promocji na Steamie kupiłem też trylogię Penumbra, ale nie zacząłem w nią grać.
Udało mi się również kupić parę gier tanio na XBLA. A mianowicie Castle Crashers, Outrun Online, Pinball FX, Mega Man 9, Geometry Wars Evolved 2 oraz Battlefield 1943.


Prócz cyfrowych zakupůw, skorzystałem dwukrotnie z wplnomanii CD Projektu, i za sumę 90 zł udało mi się kupić Dawn of War 2 oraz Kroniki Riddicka: Atak na Atenę. Myślę, że to przyzwoita cena za obydwa tytuły.
Z goozexa przyszedł mi dodatkowo Ace Combat 6, ale chyba z przejściem poczekam na Ace Combat Zero. Nie to, żebym bał się że nie zrozumię czegoś z historii, po prostu lubię przechodziś gry chronologicznie.


I jeszcze jeden nowy nabytek, nowy laptop. Jeszcze tylko nowy dysk i będę mógł spokojnie zainstalować na nim Windowsa.

Przez trzy tygodnie udało mi się za to ukończyć całe dwie pełnoprawne gry.
Na początek, Crackdown. Jak już wcześniej wspominałem, gra bardzo mi się podobała. Na tyle, że po zakończeniu zresetowałem gangi i postanowiłem zacząć zabawę od początku (głównie dla paru achievementów, które prędzej czy później będę chciał zrobić). Owszem, walka bronią pozostawia nieco do życzenia (czy raczej sposób wybierania celów po wciśnięciu lewego triggera).

Drugą grą jest Call of Duty 2, którą udało mi się skończyć na Hardened. I nie, nie zamierzam już do tej gry wracać, dla tych "paru" osiągnięć. Nie chodzi o to, że to zła gra, chociaż uważam że się poważnie zestarzała i są w niej elementy, które mocno mnie zaczynają denerwować. W zasadzie mam dwa podstawowe zarzuty - praktycznie wszystko co trzeba robić w grze, musimy robić my - podczas grania rosyjskiej kampani w przeciągu może pół minuty najpierw kazano mi wziąś snajperkę i zająć się gniazdami MP42, a następnie rozwalić pojazd z nadjeżdżającymi posiłkami. Miło, że Infinity Ward dba o naszą rozrywkę, ale bez przesady. Jak dają nam 5 ludzi do "pomocy", to fajnie byłoby z nich korzystać.
Nie mówię, że zawsze tak było, od czasu do czasu AI samo pokonywało Niemców i czyściło powiedzmy budynek, ale to raczej były wyjątki, niż reguła. Przynajmniej mniej to się rzucało w oczy.
Drugą denerwującą rzeczą były końcówki misji/kampanii kiedy to kazano nam bronić się przed falami Niemców. Przykro mi, ale to może i było intensywne przeżycie, ale równie mocno frustrujące, głównie z powodów podanych wyżej. Nie miałbym nic przeciwko jednej takiej sytuacji w ciągu całej gry, ale tak jest ze 4-5 razy.
Nawet nie warto chyba wspominać, że przeszedłem Outruna Online, bo to zajmuje jakieś 5 minut (no 30 jeżeli chcemy dojechać do wszystkich met). Teraz sobie walczę w trybie Heart Attack.
Z kolei z kolegą Michałem odpaliłem Castle Crashers w coopie przez Live. Grało się miło i generalnie bez lagów, chociaż przestaliśmy grać bo zaciął nam się przeciwnik i nie mogliśmy go zabić (a co za tym idzie, pójść dalej). Muszę przyznać, że The Behemoth musiało masę rzeczy narysować i niespecjalnie się dziwię, że zajęło im to tyle ile zajęło.
Na pierwsze spojrzenie na Battlefield 1943, to chyba jeszcze za wcześnie patrząc na problemy z połączeniem się z serwerami. Tyle co grałem, to się bawiłem doskonale. Nie przeszkadzają mi w ogóle uproszczenia, w porównaniu do 1942, prawdę mówiąc, witam je z radością. No, ale muszę chyba pograć ze znajomymi, bądź innymi zgranymi ludźmi, żeby się do końca wypowiedzieć,