niedziela, 30 grudnia 2012

6 miesięcy życia z Windows Phone 7

Od kilku miesięcy posiadam telefon LG Optimus 7. Pierwsze wrażenia całkiem pozytywne. Sam aparat jest przyzwoicie wykonany, tylny panel metalowy, nie plastikowy. Dobrze trzyma się w ręku, ekran ma niezły.
Generalnie jestem z niego zadowolony. Jeżeli coś bym zmienił, to przycisk który odpala wyszukiwanie przez Binga. Albo bym sobie go zupełnie darował, albo dał możliwość jego konfiguracji, gdyż za często go trącam. No, ale to już taki urok wszystkich telefonów z WP7.

Ale ogólnie jest bardziej niż OK.


Na początek, zdecydowanie mniej przyjemne doświadczenie. Zachciało mi się zalogować na swoje konto w Live, skoro już mam telefon. Niestety po wpisaniu loginu i hasła zostałem poinformowany, że nic z tego i muszę wpisać jakiś tajemniczy kod.
Najpierw pomyślałem, że to wina mojego konta. Mam je jeszcze z czasów, kiedy Live w Polsce nie było i oficjalnie mieszkam w jednym ze sklepów BestBuy w Chicago i system nie potrafił przetrawić takiej rozbieżności.
Niestety, na konto założone na Polskę również nie dało się zalogować, komunikat ten sam.
Przejrzałem wszystkie dostępne instrukcje i karteczki dostępne z telefonem, ale nic nie znalazłem.
Cóż pozostaje? Dzwonimy do Microsoftu na infolinię. Oczywiście na IVR brak odpowiedniego działu (ponoć cały support dostępny jest wyłącznie przez stronę www.windowsphone.com) o czym dowiedziałem się od całkiem usłużnego konsultanta.
Kiedy opowiedziałem o co mi chodzi, dowiedziałem się, że aby otrzymać kod do Live muszę im dostarczyć dowód zakupu telefonu oraz jakieś dane kontaktowe.
WTF? No ale dobra, chciałem dostać się do sklepu, to wysłałem te dane mailowo i po kilkunastu godzinach dostałem unikatowy kod po wpisaniu którego, wreszcie mogłem w pełni korzystać z telefonu.
Niemniej niesmak pozostał.

System operacyjny jest dość szybki (szybszy niż używany przeze mnie Android na HTC Desire), systemowa klawiatura jest świetna. Bardzo podoba mi się zintegrowanie zarówno Facebooka z systemem operacyjnym. Aż dziw, że nikt wcześniej o tym nie pomyślał.


Jest oczywiście parę ale.

Pierwsze ale, wielozadaniowość działa co najmniej dziwnie. Programy, które wchodzą w skład systemu operacyjnego działają idealnie (jeżeli pominiemy przypadkowe wciśnięcie przycisku wyszukiwania, które zastąpi dotychczas oglądaną stronę internetową).
Programy, które same instalujemy też teoretycznie działają w tle i możemy do nich wrócić. Ale tylko, jeżeli włączymy je ponownie z listy ostatnio uruchamianych programów.
W przypadku wybrania programu z menu, program wczytuje się od początku.
Co najmniej kuriozalne.

Drugie ale, system operacyjny nie ma żadnej możliwości sprawdzania ile danych zostało pobrane/wysłane.
Poważnie. Nokia napisała jakieś API do swoich Lumii, ale pozostałe telefony są tego pozbawione (a przynajmniej mój jest).
Nawet nie jestem w stanie pomyśleć jak można przygotować system do smartphonów bez takiej funkcjonalności.

Trzecie ale, największe - oprogramowanie.
Większość z programów, które korzystam/korzystałem na iOS i Androidzie tu nie istnieje. Owszem, są odpowiedniki lub „podróbki”, ale to nie to samo:
Dropbox? Ha ha ha. Jest oczywiście SkyDrive, ale po co mam używać drugiego programu do tego samego?

SafeWallet? Ha ha ha. Wszystkie swoje hasła muszę jednak znać na pamięć, albo sprawdzać na drugim telefonie z Androidem.

YouTube? Ha Ha ha. Poważnie, aplikacja YouTube napisana przez Microsoft (!) służy jedynie do odpalenia mobilnej strony serwisu. Nie, nie żartuję. Na szczęście jest całkiem niezły program MetroTube napisany przez kogoś innego.

Kindle? No jest, nawet daje się czytać książki zakupione w Amazon, ale już dostępu do własnych dokumentów (np. do książek kupionych w innych księgarniach i wgranych na serwery Amazon) brak
.
Runkeeper? Brak. Można używać Endomondo, niestety wole Runkeepera, z którego korzystam od kilku lat i nie widzę powodu, żeby przesiadać się na kolejny program i zaczynać od zera.

Google Talk czy w ogóle coś innego od Google? Ha ha ha. Tylko aplikacje napisane przez osoby trzecie. Nawet Google Maps ludzie przenieśli. Jedynym programem oficjalnie napisanym przez Google jest Google Search. Niestety nawet nie sprawdzałem czy jest możliwość np. wyszukiwania głosowego za pomocą tego programu. Ale jeżeli iOS dopiero niedawno taką możliwość zyskał, to śmiem wątpić.

A poza tym, niestety jest nieco biednie. Gier nawet w porównaniu do Androida jak na lekarstwo. Są oczywiście Angry Birdsy, parę gier od EA i sporo wydanych przez Microsoft. Ale poza tym posucha.
Dwie najlepsze, w które grałem to Crimson Dragon: Side Story

i  DoDonPachi: Maximum Bullet Simulator.



 


Podsumowując, eksperyment z Windows Phone 7 uważam za bardzo interesujący. Niemniej nie mam najmniejszej chęci kupować kolejnego telefonu Windowsem na pokładzie dopóki Microsoft nie weźmie się porządnie do roboty. Bo jest co nadrabiać.



Brak komentarzy: